niedziela, 5 lutego 2017

CO JA CI NA TO POWIEM?


Oto stoisz, Rodzicu, bezradny jak to dziecko we mgle z diagnozą choroby, o której do tej pory myślałeś, że jest przypadłością burżuazji, jak, nie przymierzając, migrena. Ten cały AZS, który do tej pory kojarzył Ci się z uniwersytecką reprezentacją siatkówki stał się nagle realnym zagrożeniem dla skóry Twojego dziecka. Pozwól zatem, że co nieco Ci na ten temat opowiem:

Po pierwsze - spytam Cię, kto postawił diagnozę? Jeśli siostra cioteczna brata szwagra żony stryja ze strony drugiego męża cioci Zyty, to sorry, ale o ile nie jest ona dermatologiem czy alergologiem dziecięcym, albo chociaż pediatrą, to najprawdopodobniej popatrzę z politowaniem i zaproponuję wizytę u specjalisty.

Jeśli lekarz, to dobrze. Spytam jaki? Jeśli pediatra, zalecę wizytę u alergologa lub dermatologa, a najlepiej u jednego i drugiego. Nie zrozum mnie źle, z pewnością wybrałeś i wybrałaś doskonałego specjalistę, ale pediatra nie musi się znać na wszystkich schorzeniach. Podobnie jak w przypadku problemów z serduszkiem idziemy do kardiologa, tak w przypadku problemów skórnych warto skonsultować się z dermatologiem. Alergolog może okazać się nie mniej potrzebny, bo AZS często występuje wespół w zespół z alergią, ot co. Poza tym mam niejasne wrażenie, że pediatrzy nierzadko miewają swoje ulubione choroby, na które leczą niemal wszystkie dzieci. Czasem będzie to skaza białkowa, czasem rumień, czasem AZS. 

Po drugie - poszukaj specjalisty. Dobrego pediatry, alergologa czy dermatologa, którzy się na tym znają. Są szanse, że po drugim roku życia AZS znacznie złagodnieje albo całkowicie się wyciszy, mimo wszystko dwa lata, to szmat czasu i opieka specjalisty będzie Ci potrzebna. Dodatkowo, jeśli w związku z AZS któryś z lekarzy zaleci odstawienie dziecka od piersi i przejście na mleko modyfikowane, doradzę zmianę lekarza, albo przynajmniej grubą weryfikację jego zaleceń. Atopowe zapalenie skóry nie jest przeciwwskazaniem do karmienia piersią, a mleko modyfikowane nie jest lekiem, który pomoże uleczyć to schorzenie. Mało tego! Jeśli diagnoza jest potwierdzona każdy przytomny lekarz zaleci jak najdłuższe karmienie dziecka mlekiem mamy.

Po trzecie: Jeśli zacząłeś już szukać fundacji, pod skrzydłami której będziesz zbierać od ludzi jeden procent ich podatku, przestań. Atopowe zapalenie skóry owszem, jest wredne, oka nie cieszy, bardzo wkurza (zwłaszcza gdy swędzi) i wymaga wielu wyrzeczeń, ale, na litość, to naprawdę nie jest najgorsze, co może spotkać Ciebie i Twoją rodzinę. W krajach rozwiniętych nawet co piąte dziecko cierpi na AZS Zatem ogarnij się, przestań rozpaczać i zacznij działać!

Po czwarte - zmień nawyki. Jeśli jesteś matką karmiącą piersią, być może będziesz musiała zmienić swoją dietę (AZS często idzie w parze z alergią pokarmową np. na białko mleka krowiego, jaja, miód, orzechy, niektóre owoce czy warzywa). Jeśli jesteś ojcem, być może będziesz musiał wesprzeć matkę karmiącą w jej nowej diecie, co będzie oznaczało jedzenie tofucznicy, picie kawki z mlekiem sojowym albo poranne dojenie migdałów 😉. Warto również zadbać o małe (i przy okazji swoje) jelitka poprzez zmianę diety czy suplementację witamin czy probiotyków.
Jeśli do tej pory nie stosowałaś/ nie stosowałeś emolientów (bo w sumie i po co?), to niestety teraz trzeba będzie. A po co? Ano po to, że skóra atopowa ma gigantyczne tendencje do wysuszania się, co prowadzi do jej podrażnienia czy uszkodzenia, w uszkodzenia wdają się np. bakterie, a to z kolei powoduje zapalenie. Dlatego trzeba ją nie tylko nawilżać, ale również zapewnić jej ochronę przed wysuszeniem, co też właśnie czynią emolienty. Ale! Kosmetyk kosmetykowi nierówny i emolienty akurat nie odbiegają tutaj od tej reguły. Niestety, to że jakieś kosmetyki są drogie, ładne, popularne, namiętnie reklamowane czy (o zgrozo!) polecane przez lekarzy, nie znaczy, że są dobre dla atopików. O tym, jakich substancji trzeba unikać napisałam TUTAJ. Popularne kosmetyki można też zastąpić czymś naturalnym (o tym napisałam TUTAJ). Pamiętaj jednak, że to, co sprawdziło się u jednego atopika, nie koniecznie musi zadziałać u innego.
Najprawdopodobniej trzeba też będzie zmienić nieco styl życia. Czasem wyrzucić dywany, czasem pożegnać marzenia o zwierzakach, w ekstremalnych przypadkach zmienić lokum. Z pewnością trzeba będzie zmienić płyn do prania i zrezygnować z płynu zmiękczającego tkaniny. Trochę więcej czasu zajmie Ci wybieranie ubranek (syntetyki czy wełna mogą podrażniać skórę) czy rozszerzanie diety.

Po piąte - wszystko będzie dobrze 😊 Atopowe zapalenie skóry nie wpływa na rozwój maluszków. Mało tego, systematyczną pracą, odpowiednią dietą i zabezpieczeniem małych jelitek można je naprawdę nieźle okiełznać bez ofiar 😉. Do tego zawsze masz mnie, mamę atopika, która przechodzi przez to samo (albo chociaż podobne) i nie będzie przewracać oczami czy wzdychać, że to fanaberie nowoczesnego świata.

Pozdrawiam!

środa, 25 stycznia 2017

LIEBSTER, DAS BIN ICH!


Szok i niedowierzanie! Oto doczekałam się pierwszej w moim życiu nagrody literackiej (a nie oszukujmy się, długo czekać nie musiałam 😉). Z całego serca dziękuję Mama Na Starcie za nominację. Dziękuję również akademii i moim rodzicom, bez których by mnie tu nie było 😉 

Tym, którzy nie wiedzą o co kaman, spieszę donieść, iż zostałam uhonorowana nominacją do Liebster Blog Award 😃, czyli zabawy, która powstała z myślą o mniej popularnych lub początkujących blogerach, a której zasady są proste i składają się z dwóch części. Pierwsza to otrzymanie nominacji od jednego z blogerów i odpowiedź na 11 przygotowanych przez niego pytań, część druga to nominowanie kolejnych 11 blogów i wymyślenie 11 pytań do ich autorów.

Oto 11 pytań do mnie:

1. Skąd wziął się pomysł na Twojego bloga?
Szukałam odpowiedzi na nurtujące mnie pytania w związku z atopowym zapaleniem skóry mojego synka. Kiedy wertowałam różne strony i fora internetowe, siostra zaproponowała mi, żebym stworzyła miejsce, w którym będę zamieszczać wyniki swoich przemyśleń i doświadczenia związane ze współpracą z niełatwym klientem, jakim jest AZS 😉

2. Jaka jest pierwsza rzecz, którą robisz po przebudzeniu?
Odsłaniam rolety/ karmię dziecię/ sprawdzam telefon 🙈 (kombinacja zależna od sytuacji 😉)

3. Jeśli nie w Polsce, to w jakim kraju chciałabyś/chaciałbyś mieszkać?
Niemcy! - Ordnung muss sein! A jako niemiecki emeryt mogłabym podróżować po świecie 💕 

4. Gdzie byłaś/byłeś najwyżej?
W samolocie, zdaje się że jakieś 11 km nad ziemią 😉

5. Wieś czy miasto? I dlaczego?
Miasto. Mimo trójki z przodu wciąż jeszcze jestem na tym etapie życia, kiedy chronicznie mi czegoś w domu brakuje. Wówczas nieoceniony jest sklep za rogiem 😉 Jednak możliwe, że kiedy w końcu się ustatkuję i ogarnę, zamarzę o wsi sielskiej anielskiej 😌

6. Co chciałabyś/chciałbyś w najbliższym czasie zmienić w swoim życiu?
Chciałabym zmienić wannę na prysznic 😉 Miło by było zamienić również niepotrzebne wydatki na oszczędności i za część z nich kupić odrobinę asertywności 😊

7. Jaki post planujesz już od dawna opublikować, ale nie możesz się do tego zabrać?
Dieta atopika - temat-rzeka 😉

8. Ulubione miejsce w Twoim domu?
Sypialnia 😊

9. Czy Twoja rodzina i przyjaciele wiedzą, że prowadzisz bloga?
Wiedzą, przed nimi nic się nie ukryje 😉

10. Co daje Ci największą motywację do pisania, a co Cię blokuje?
Motywacją są pomysły, a te biorą się z życia. Jednak największy power biorę z serduszek, podniesionych kciuków i (to chyba najważniejsze) z komentarzy 😊 Najgorszy zaś jest niedoczas i ciągły pośpiech 😖 

11. Co robisz na co dzień oprócz blogowania?
Jestem żoną, mamą, pańcią dwóch królowych i nauczycielką, znaną również jako Pani od angielskiego albo Pani hello 😉






Czas teraz na część drugą, czyli moje nominacje i 11 pytań dla nominowanych:

Do dalszej zabawy nominuję blogi:

















A oto pytania dla Was:


1. Gdybyś była Indianką, jakie nosiłabyś imię?

2. Jaka piosenka mogłaby budzić Cie codziennie rano?

3. Jeśli powstałby film o Tobie, kto zagrałby w nim główną rolę?

4. Twój ulubiony kosmetyk to ...?

5. Jaką życiową mądrość chciałabyś przekazać swojemu dziecku?

6. Z którym z popularnych blogerów chciałabyś się spotkać na kawę?

7. Słowo, którego nadużywasz to...?

8. Gdybyś mogła na jeden dzień posiąść supermoc, byłoby to...?

9. Dlaczego prowadzisz bloga?

10. Z którym z książkowych/ filmowych/ serialowych bohaterów mógłbyś się zakumplować?

11. Nie wyobrażasz sobie życia bez...?






Życzę Wam miłej zabawy i czekam na odpowiedzi! Podlinkujcie je w komentarzach 😉 Nie zapomnijcie też o kolejnych nominacjach i swoich pytaniach dla nominowanych! 😊

piątek, 20 stycznia 2017

ZEPSULIŚMY DZIECKO


Patrzysz na to swoje dziecko i zastanawiasz się, w którym miejscu popełniliście błąd? Czasem nawet nie musisz się zastanawiać, bo ktoś werbalizuje te myśli za Ciebie, na przykład Twój kochający Małżonek, zdobywca nagrody Ojciec Roku, certyfikowany samiec rozpłodowy i posiadacz kubka z napisem Super Tata. Czasem może to być kochana mamusia, laureatka tytułu Matki nad matkami. Rodzicielka najlepszych okazów, jakie nosi ten świat. Matka geniuszy, które w wieku zaledwie pięciu miesięcy pochłaniały ze smakiem kotleta schabowego, rozwiązując sudoku i samodzielnie się przewijając jednocześnie. Na szczęście dla mnie ani Kolega Małżonek ani Szanowna Teściowa nawet nie pomyśleli, żeby uderzyć w tą mańkę. Zrobiła to nasza pani doktor, znana również jako pediatra. 

No bo jak to tak, że dziecko w wieku Dzika nie siada, nie siedzi, nie chodzi, nie macha łapką na pożegnanie i nie pokazuje, gdzie jest kotek w książeczce o zagubionym kotku??? 😓 I już do nas frunie skierowanie do poradni rehabilitacyjnej sztuk jeden i komplecik najpotrzebniejszych badań.

Więc stoję tak i patrzę na to swoje dziecię i myślę, gdzież tu popełniliśmy błąd...? I od razu pojawia się mnóstwo pomysłów: że noszenie (w sensie, że na rękach i że przodem do siebie i do świata i pewnie źle w chuście też), że bujaczek-leżaczek aka Zło Wcielone Najgosze, ale jak bez niego przetrwać i bez uszczerbku na zdrowiu psychicznym pozostać? W końcu to dzięki niemu można spokojnie i bez stresu o dziecko umyć uszy, zęby i futerko, ugotować obiad, czy kawę zaparzyć. W końcu, że na boku kładziony od małego... i cóż z tego, że tak łatwo mu było zasnąć? I jeszcze większe cóż, że na zmianę na tym boku, teraz mamy za swoje. Że za mało na brzuszku, to z pewnością! Trzeba było nauczyć spać na brzuszku! A nie, sorry na brzuszku nie, bo to grozi śmiercią łóżeczkową! Ale na pewno więcej trzeba było na brzuszku kłaść! Że nie-BLW karmiony, tylko, o zgrozo!, łyżeczką! I... (nowoczesne matki możecie zamknąć oczy) paćką! I tyle czasu w podróżach, w tym foteliku ciągle... Jak żyć?! Zepsuliśmy dziecko, jak nic...

Prawdopodobnie popełniliśmy jakieś błędy. Coś zrobiliśmy, a czegoś nie. Więc raczej z pewnością popełniliśmy błędy, ale któż ich nie popełnia? Kontrola u lekarza na chwilę wywołała u mnie chęć do samobiczowania, na szczęście jakiś skrzat, który stoi w mojej głowie na straży zdrowia psychicznego, od razu udał się w czeluście pamięci i przywołał słowa Gill Rapley, które wyczytałam kiedyś u Hafiji, a które mówą o tym, że takie umartwianie nie przynosi wiele korzyści, bowiem każdy z nas jest najlepszym rodzicem, jakim w danym momencie może być. W końcu celowo nie psujemy naszych dzieci 😉 A jeśli już zdamy sobie sprawę z popełnionych błędów (o ile ich sobie nie wkręcamy) możemy spróbować je naprawić 😊

piątek, 30 grudnia 2016

ATOPIK TESTUJE LATOPIC


Jakoś w połowie listopada, podczas wizyty kontrolnej u alergologa, pani doktor zaproponowała nam suplement diety, który swoim działaniem ma wspierać walkę z objawami alergii oraz atopowego zapalenia skóry. Latopic poznałam już wcześniej w internecie, ale myślałam, że to zwyczajny pic na wodę. Od jakiegoś czasu jestem bardzo sceptycznie nastawiona do wszelkiego rodzaju suplementów diety, którymi bombarduje mnie telewizja, radio i internet. Byłam sceptyczna nawet kiedy Sroka O zachęcała do testowania produktów z serii Latopic. Jednak kiedy lekarka zaproponowała nam wypróbowanie probiotyku Latopic, postanowiliśmy spróbować. Testowaliśmy ten produkt przez miesiąc. Przez ten czas zużyliśmy jedno opakowanie i obecnie mamy krótką przerwę.

W ulotce informacyjnej producent opisuje swój produkt jako dietetyczny środek spożywczy specjalnego zastosowania medycznego (nie wiem, jaką pozycję w nomenklaturze farmaceutycznej daje mu taka nazwa 😉). Brzmi zawile, ale generalnie chodzi o to, że jest to po prostu proszek do rozpuszczenia w wodzie lub mleku 😉. Dalej producent informuje nas o zawartości trzech szczepów żywych bakterii kwasu mlekowego z rodzaju Lactobacillus. Produkt może być stosowany u niemowląt (niestety nie jest wyszczególniona dolna granica wieku), dzieci i dorosłych jako uzupełnienie diety. Jego działanie wspiera pracę układu pokarmowego (zwłaszcza jelit), działa osłonowo i pomaga budować odporność (np. na niskie PH panujące w żołądku).

Poniżej spisałam kilka plusów i minusów, które zauważyłam w trakcie i po zakończeniu stosowania:

👍Cena nie jest wygórowana 😊 W naszej aptece zapłaciliśmy ok. 30 zł. W opakowaniu znajduje się 30 saszetek, więc wychodzi na to, że dzienny koszt kuracji to ok. 1 zł. Moim zdaniem cena jak najbardziej do ogarnięcia.

👍Działanie na układ pokarmowy zaobserwowaliśmy już po tygodniu. Już po tym czasie udało się poprawić pracę dzikowych jelitek (if you know, what I mean 😉).


👍Niestety nie wiem, jak smakuje przyrządzony płyn, ale Dzik nie marudził, więc wpisuję to jako plus.

👍Wyraźna poprawa stanu skóry. Tak naprawdę to trudno mi określić, czy to kwestia diety (a raczej wyeliminowania składników, które Dzika uczulają), odpowiedniej pielęgnacji czy stosowania właśnie Latopicu. Grunt, że działa. Wygląd skóry wyraźnie się poprawił i podczas stosowania preparatu nie doszło do wznowy  😊Odstawiliśmy preparat na tydzień i widzę, że pojawiają się nowe zaczerwienienia.

👎Albo ja jestem taką sierotą, albo proszek jest tak drobny że przy otwieraniu saszetki rozsypuje się na pół kuchni 😉

👎Słabo rozpuszcza się w wodzie czy mleku o temperaturze pokojowej. Żeby dobrze rozpuścić preparat płyn musi być ciepły.

👎Producent zaleca rozpuszczenie jednej saszetki w niewielkiej ilości wody lub mleka. Dzik nie ma problemu z piciem wody czy mleka z butelki, jednak dzieci, które są tylko na piersi mogą taki problem mieć.

👎Miałam mały problem z dostępnością tego preparatu, choć być może to tylko kwestia mojej apteki.

Z moich obserwacji wynika, że w naszym przypadku Latopic zadziałał. Zdaję sobie jednak sprawę, że cudów nie ma i najprawdopodobniej sam preparat niewiele by zdziałał samodzielnie. Uważam go raczej za wsparcie przy odpowiedniej pielęgnacji skóry i utrzymywaniu diety. Tak, czy inaczej zdecydowaliśmy z Kolegą Małżonkiem, że zakupimy kolejne opakowanie 😉

A Wy mieliście kiedyś do czynienia z tym preparatem? Sprawdził się? 


piątek, 16 grudnia 2016

ODKRYCIE ROKU

Skóra atopowa bywa kapryśna i nie wybacza najmniejszych błędów. Wystarczy drobne zaniedbanie, zmiana pogody, diety czy kosmetyku i efekt jest natychmiastowy! Z resztą kto ma, ten wie, o czym mówię. Atopowa skóra bywa również niezwykle wymagająca. Ludzie  miesiącami testują przeróżne mazidła, wydają marsjańskie dolary, a efektów jak nie było, tak nie ma. Dlatego jestem niezmiernie szczęśliwa, że stosunkowo szybko udało nam się znaleźć ukojenie dla atopikowej skóry. 

Zaczęło się banalnie: przy przychodni, do której chodzimy otworzono nową drogerię. Modus działania był prosty. Trzeba wejść i sprawdzić, a że ceny (jak to zwykle na początku) śmiesznie niskie, to i trzeba było zakupić co nieco 😉 Przy kasie ekspedientka widząc Dzika w wózku naładowała mi do reklamówki kilka ulotek z kosmetykami dla dzieci. Sama nie wiem, jak to się stało, że jedna z nich zamiast w koszu na śmieci, wylądowała w moich rękach. W ten sposób dowiedziałam się, że skórę z AZS można pielęgnować inaczej niż tylko mazidłami z olejem mineralnym. Oczywiście, tak jak pisałam o tym TU, olej mineralny dobrze sprawdza się przy natychmiastowym i krótkotrwałym działaniu, ja jednak szukałam czegoś, co pomoże mi w profilaktyce, zwłaszcza, że staliśmy praktycznie u wrót rozszerzania diety (o wpływie diety na potencjalne nawroty zapalenia napiszę już niebawem 😊).

Są takie momenty, kiedy bardzo bliska jest mi filozofia, że czasem mniej znaczy więcej. W przypadku kosmetyków szczególnie i chodzi mi nie tylko ich ilość, ale także o ich skład. Dlatego kosmetyczka Atopika jest dość okrojona. Szybko zrezygnowaliśmy z oliwki i kremu do ciała. W ich miejsce wjechał olej kokosowy, jednak okazało się, że Dzik średnio go toleruje. Teraz do pielęgnacji skóry Atopika używamy praktycznie dwóch-trzech produktów:

Masło shea. Nazywane również masłem karite, to olej, który powstaje z tłoczenia orzechów shea. Zgodnie z tym, co piszą o nim producenci zawiera witaminy A, D i K. Świetnie nawilża, natłuszcza i odżywia skórę. Chroni ją przed działaniem warunków atmosferycznych. Dlatego odkąd je mamy nie stosujemy już żadnego kremu na niepogodę, a bywa też, że używamy tego masła jako kremu pod pieluszkę. Masło w naszym domu schodzi równie szybko jak to do smarowania, ponieważ bejcujemy nim Dzika w całości dwa razy dziennie (rano i po kąpieli) oraz szczególnie wrażliwe miejsca (ręce, nogi, buzia) przy każdej zmianie pieluszki. Bywa też, że i główkę smarujemy kilka razy w ciągu dnia. Jedynym minusem tego produktu jest jego konsystencja. Jest to bowiem (jak sama nazwa wskazuje) masło i taką też ma konsystencję. Jeśli więc komuś się notorycznie spieszy albo nie ma cierpliwości, to może się zrazić. Masło shea trzeba bowiem rozgrzać w dłoniach przed aplikacją, co w porównaniu z balsamem czy olejkiem może być czasochłonne. My jednak szybko się przyzwyczailiśmy i teraz już nie stanowi to problemu.


Przez jakiś czas do kąpieli stosowaliśmy emolient. Jednak któregoś dnia postanowiłam, że musimy spróbować mydło z Aleppo i uważam, że była to dobra decyzja. Mydło z Aleppo tradycyjne wytwarzane jest ręcznie w Syrii z zaledwie kilku składników, wśród których znajdują się: oliwa z oliwek, kwas laurowy, substancja spieniająca czyli ług (wodorotlenek sodu) i woda . Mydło to ma właściwości zarówno pielęgnacyjne, odżywcze i nawilżające (dzięki oliwie), jak i dezynfekujące i antyseptyczne (kwas laurowy). Jest więc idealnym połączeniem dla skóry atopowej ponieważ zapobiega przesuszaniu, a jednocześnie delikatnie oczyszcza i łagodzi stany zapalne. Dla Atopika kupiliśmy mydło o 6% stężeniu kwasu laurowego, co jest chyba jednym z najniższych wartości w takim mydle. Mydło nie pachnie jakoś wspaniale (na pewno nie gumą balonową, czy colą), nie pieni się ani nie barwi wody, jednak odwala kawał dobrej roboty. U nas sprawdza się doskonale i pozwolił nam wyprowadzić Dzika z jednego z gorszych nawrotów.


Macie swoje pielęgnacyjne odkrycia tego roku? Może znacie dobre kremy z filtrem dla małych atopików? Jeśli tak, chętnie o nich poczytam 😊

niedziela, 11 grudnia 2016

CZYTAJ SKŁAD !

Niedawno na swoim Instagramie napisałam o moim kosmetycznym rozczarowaniu tego roku. Dlaczego rozczarowaniu, ano dlatego, że odkąd zaczęłam się interesować składem kosmetyków, okazało się, że firma, w której produkty się zaopatrywałam składowo jest jedną z najsłabszych... 😟 Oczywiście w tej cenie nie ma się co spodziewać cudów. Chociaż niektóre firmy pokazują, że jednak można. 


Nie doszłam jeszcze do momentu, w którym samodzielnie kręcę swój krem czy dezodorant, jednak jest to etap, w którym od kosmetyku oczekuję trochę więcej niż ładnego wyglądu i zapewnień producenta, o jego wspaniałym działaniu. 

Najważniejsze to przeczytać skład. Ale nie chodzi mi o piękną litanię cudownych składników i obietnic producenta, a tzw. skład w nazewnictwie INCI czyli listę składników, które były użyte do produkcji danego preparatu. Składniki są tutaj sklasyfikowane pod względem ilości, czyli to, co występuje na początku składu w produkcie znajduje się w największej ilości czy stężeniu. Wadą takiej klasyfikacji jest to, że substancje występują tutaj pod nazwą zgodnie z europejską nomenklaturą, ale po przejrzeniu kilku artykułów dotyczących substancji szkodliwych i niekorzystnie wpływających na nasze ciało będziemy w stanie zapamiętać te najważniejsze lub te, na których najbardziej nam zależy.

Żeby ułatwić życie zwykłemu zjadaczowi chleba, dziewczyny z PiggyPeg sporządziły listę substancji, których powinniśmy unikać w kosmetykach. Listę możecie znaleźć TU, pobrać ją sobie na telefon albo wydrukować i schować do portfela.

Jeśli chodzi o produkty przeznaczone specjalnie dla dzieci i dorosłych cierpiących na AZS to sytuacja wcale nie jest lepsza. Niestety, z tego, co wiem,  nie istnieją żadne regulacje, które jasno określają jakie substancje powinny zawierać kosmetyki przeznaczone dla skóry szczególnie wrażliwej i atopowej. Sama kiedyś jeszcze łudziłam się, że znaczek jednego z towarzystw medycznych jest gwarantem jakości produktu, ale... no cóż, okazuje się, że nie. Możecie o tym przeczytać TU.

Przy AZS najczęściej stosowane i hurtowo rekomendowane, nawet przez lekarzy, są emolienty. Kosmetyki do pielęgnacji ciała, które zawierają w sobie tytułowe emolienty, czyli substancje natłuszczające i zapobiegające wysuszaniu wrażliwej skóry. Problem polega na tym, że emolient emolientowi nie równy i niestety również cena nie jest tutaj wyznacznikiem jakości. Najczęstszym (bo chyba najtańszym) emolientem są pochodne ropy naftowej, czyli parafinum liquidum, microcristaline wax, petrolatum, ... . Kiedy wybierałam emolient dla Dzika zaczęłam analizować składy i kiedy dowiedziałam się, co kryje się za tak piękną nazwą trochę się przeraziłam, bo przecież kto chciałby wysmarować dziecko pochodną ropy naftowej czy olejem mineralnym (który Koledze Małżonkowi od razu skoajarzył się z olejem silnikowym!). A jednak. Nawet lekarze (w tym dermatolodzy!) polecają produkty, które w swoim składzie na samiuśkim początku zawierają którąś z tych substancji, jeśli nie wszystkie. Rzeczywiście, olej mineralny pozwala złagodzić objawy wznowy przy AZS, dobrze natłuszcza, chroni przed utratą wody i tworzy na skórze film ochronny. Jednak jesli myślimy o długotrwałym stosowaniu, to działanie oleju mineralnego nie będzie już tak cudowne, bowiem film ochronny powoduje, że dobroczynne substancje nie mają szans przeniknąć w głąb skóry, a pod filmem z kolei mogą namnażać się bakterie.

W kosmetykach dla atopików na pewno nie powinny znaleźć się detergenty (np. SLSy), PEGi (syntetyczne emulgatory) sztuczne aromaty i barwniki. Zastanawiam się nawet czy ta pachnąca gumą balonową fioletowa piana po sufit ma sprawiać frajdę dzieciom czy rodzicom? Pomijając już fakt, że kąpiel atopika powinna trwać jakieś 5-10 minut, a temperatura wody nie powinna być zbyt wysoka.



Wciąż jeszcze nie wiem, jak to jest z olejem sojowym. Niby soja to fajna roślinka i producenci coraz częściej dodają olej sojowy do kosmetyków. Jednak z drugiej strony to wciąż soja, ta sama najbardziej genetycznie zmodyfikowana soja, pełna hormonów, którą dodaje się do produktów spożywczych jako wypełniacz. Od mięsa po czekoladę 😟 Jeśli macie jakąś wiedzę na ten temat, podzielcie się nią w komentarzu lub wiadomości 😊 

Jeśli jeszcze nie znacie dziewczyn, które odwalają kawał dobrej roboty i rozkładają dla nas kosmetyki na czynniki pierwsze, to zapraszam do lektury:



Macie swoje hity i rozczarowania tego roku? Jeśli tak, koniecznie napiszcie o nich w komentarzach. Lubię poznawać i testować nowe marki 😊

czwartek, 1 grudnia 2016

CO CHCIAŁABYM ZNALEŹĆ POD CHOINKĄ

Wielkimi krokami zbliżają się święta Bożego Narodzenie, a co za tym idzie szał świątecznych zakupów i krocie wydane na prezenty dla najmłodszych. O ile sami rodzice mają mniej więcej jasno sprecyzowane cele co do zawartości choinkowych paczek swoich pociech, reszta rodziny niekoniecznie musi znajdować się w podobnej sytuacji 😉 Dlatego pozwoliłam sobie na chwilę refleksji w tym temacie i sporządziłam listę prezentów, którymi nie pogardziłabym w przypadku mojego osobistego dziecka 😊


COŚ, CZEGO DZIECKO BARDZO PRAGNIE. Osobiście jestem bardzo za spełnianiem marzeń, bo w końcu kiedy to robić jak nie podczas świąt? Nie oznacza to jednak, że będę kupować dziecku wszystko, co tylko umieści ono w swoim liście do Świętego Mikołaja. Mimo wszystko warto taki list przeanalizować i wybrać z niego jakąś ciekawą pozycję 😊 Uważam, że spełnianie marzeń jest nieodłączną częścią świąt, a dzieciom, które wierzą w to, że marzenia się spełniają łatwiej będzie osiągać założone sobie cele w życiu. 😊

KSIĄŻKA. Dobra książka nie jest zła. Wiadomo, że czytanie rozwija wyobraźnię i pomaga nawiązywać i pogłębiać więź z dzieckiem. Do tego kontakt z książkami pomaga maluchowi w nauce czytania. Brzmi dziwnie? Skąd. Nauka czytania zaczyna się bowiem już w pierwszych miesiącach życia dziecka, kiedy to pojawia się pierwsze zainteresowanie książkami w różnych postaciach. To najlepsze podwaliny do dalszego rozwoju tej umiejętności. Jeśli chodzi o książki to w pierwszych miesącach życia dziecka treść nie ma większego znaczenia, bowiem dziecko uwagę przywiązuje głównie do głosu czytającego i towarzyszących tekstowi obrazków. Dlatego dla najmłodszych maluchów polecam wszelkiego rodzaju wierszyki i krótkie bajeczki z kolorowymi obrazkami. Myślę, że każde dziecko powinno mieć w swojej biblioteczce wiersze Tuwima, Brzechwy czy Chotomskiej. Osobiście lubię też wierszyki Tadeusza Śliwiaka 😊 Jeśli chodzi o książki dla nieco starszych, to świetną listę stworzyła Dagmara z calareszta.pl. Możecie ją sprawdzić TU. Ja z pewnością coś dla nas znajdę 😊


PRZYTULANKA.  O tym, jak ważne mogą być przytulanki przekonał się chyba każdy z nas. Przytulanki mają w sobie ogromny potencjał, bo dosłownie w mgnieniu oka mogą stać się towarzyszem zabaw, powiernikiem sekretów, przyjacielem, poduszką i obrońcą przed wszelkimi strachami. W dodatku wszystkie te funkcje mogą pełnić jednocześnie. Jeśli Wasz wybór padnie na przytulankę właśnie, warto przystanąć na chwilę i przeanalizować te dostępne na rynku (a jest ich sporo!), żeby wybrać właściwą. Jeśli chodzi o małych alergików i atopików, raczej można darować sobie pluszowe misie. Mają one bowiem tendencje do zbierania kurzu, a on często jest odpowiedzialny za występowanie alergii i zaostrzenia w przypadku AZS. Wybierając przytulankę dla atopika proponuję skusić się na naturalne i hypoalergiczne tkaniny i materiały (np. filc czy bawełna), które jednocześnie łatwo można utrzymać w czystości czy odświeżyć. Warto też pamiętać, że dzieci do ukończenia pierwszego roku życia nie powinny spać w towarzystwie przytulanek.


PIANKOWA MATA. Świetna sprawa w przypadku poszukiwań prezentu dla niemowlaka. Dobra mata charakteryzuje się przede wszystkim jakością wykonania, dzięki czemu nie uszkodzi się tak łatwo. Nie zawiera szkodliwych substancji chemicznych, za to posiada atesty potwierdzające bezpieczeństwo użytkowania przez najmłodsze dzieci. Poza tym taka mata stanowi doskonałą izolację, dlatego jest doskonałym miejscem zabawy i nauki (np. raczkowania). Do tego łatwiej utrzymać ją w czystości niż dywan. Na rynku mamy mnóstwo mat piankowych. Od popularnych puzzli z chińskich sieciówek za małe pieniądze, po dizajnerskie maty w kolorach ziemi za o wiele większe pieniądze. Te pierwsze odrzuciłabym od razu, ponieważ ich pochodzenie i produkcja są bardzo niepewne. Co do tych droższych, to już kwestia indywidualna, na ile taka mata ma być elementem wyposażenia domu i tłem do robienia pięknych zdjęć, a na ile miejscem zabawy małego szkraba.

UBRANKA. Dla mnie to świetny pomysł na prezent, bo w przypadku dzieci (właściwie nie tylko) akurat tego towaru nigdy za wiele. Dzieci bywają często przebierane kilka razy dziennie, więc taki prezent jest jak znalazł w każdym wieku. W dzisiejszych czasach oferta jest tak duża, że na wybieraniu jednej rzeczy można spędzić kilka godzin czy nawet dni. Jeśli chcemy obdarować maluszka ubrankiem warto, moim zdaniem, wybrać coś wyjątkowego. Coś, czego na przykład rodzice sami by nie kupili. I nie mam tutaj na myśli stroju jednorożca (chociaż jeśli dziecku na tym bardzo zależy, to czemu nie 😉).  Świetnym pomysłem są na przykład ubranka personalizowane, albo zestawy typu mama i dziecko. Osobiście bardzo cenię sobie ubrania (i nie tylko) szyte ręcznie w małych przydomowych pracowniach. To sprawia, że takie ubranka są naprawdę niezwykłe. Wybierając ubranko dobrze jest zorientować się w rozmiarze, a w przypadkach niejednoznacznych lepiej wybrać ten większy rozmiar. Trzeba jednak pamiętać, żeby nie przedobrzyć, w przeciwnym razie bluzę z reniferkiem dziecko ubierze dopiero latem 😉

ZABAWKI. To taka ogólna kategoria, do której schowałam wszelkiego rodzaju klocki (zarówno Lego, Lego Duplo, jak i takie zwyczajne, drewniane), zabawki modułowe (czyli takie, do których można z czasem dokupić kolejne zestawy, moduły, elementy czy rozszerzenia), układanki (puzzle, klocki, piramidki, sortery, itp.) czy gry (w tym moje ulubione planszówki). Jeśli mamy w rodzinie lub wśród znajomych majsterkowicza świetnym pomysłem może okazać się kupno modelu do składania. Wybierając zabawki dobrze jest zwrócić uwagę na producenta, czy dana zabawka posiada atesty (przynajmniej znaczek CE), czy nie zawiera substancji szkodliwych i, przede wszystkim, na wiek, od którego zabawa danym przedmiotem jest rekomendowana i bezpieczna. Ja bardzo lubię zabawki wykonane ręcznie, np. drewniane klocki i jeździki czy układanki ręcznie malowane.

KARTA PODARUNKOWA. Kiedyś byłam przekonana, że karta podarunkowa to najprostsze wyjście dla leniuchów. Teraz uważam, że taki voucher to jeden z lepszych wynalazków ludzkości. Kiedy nie jesteśmy pewni co do zakupu albo po prostu nie wiemy, co kupić, wówczas możemy sięgnąć po kartę do jednej z ciuchowych sieciówek, wykupić voucher na rodzinny wypad do kina, czy centrum rozrywki (i tutaj mam na myśli szerokie rozumienie tego słowa nie tylko salę zabaw w centrum handlowym), interaktywnego muzeum (np. Muzeum mydła i historii brudu w Bydgoszczy) 😉, strzelnicy, stadniny koni, czy innego przybytku rozrywki. Moim zdaniem ciekawym rozwiązaniem może być też voucher na zakupy w internetowym sklepie z eko kosmetykami. W przypadku atopików to naprawdę dobry pomysł, ponieważ rodzice sami będą mogli zdecydować, czego akurat im potrzeba.

Jeśli macie swoje wypróbowane prezenty na gwiazdkę i nie tylko, napiszcie o nich w komentarzach 😊

P.S. Zdjęcia pochodzą z mojej galerii, jeśli któreś Ci się spodobało i chcesz je wypożyczyć, skontaktuj się ze mną 😉