Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DZIECKO. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DZIECKO. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 26 marca 2018
piątek, 13 października 2017
POKAŻ, KOTKU, CO MASZ W ŚRODKU
Wiecie jak to jest? Niedługo ma się urodzić Wasze dziecko. Jesteście mega przejęci ale i podekscytowani. W końcu możecie wybrać się na zakupy, przetestować bony, promocje, karty lojalnościowe i recenzje. Macie listę, wchodzicie do sklepu (tego online lub tego w realu) i nagle… opcji jest tyle, że nie wiadomo, co wybrać. Albo… Wasze dziecko jest już na świecie, okazało się, że ma bardzo wrażliwą skórę, albo po prostu zaczęliście czytać o tym, co siedzi w produktach do pielęgnacji dzieci i niemowląt i złapaliście się za głowę. W sklepie dołączacie do ekipy kompletującej wyprawkę i mimo połączonych sił wciąż nie wiecie, co wybrać.
W tym miejscu przystanę na chwilę, żeby zrobić prywatną wycieczkę. Otóż zastanawiam się czasem, jak to jest, że coraz więcej specjalistów z zakresu medycyny propaguje takie cuda jak rodzicielstwo bliskości, noszenie w chustach, długie karmienie piersią, a temat pielęgnacji jest traktowany, delikatnie mówiąc, po macoszemu. Mniej delikatnie mówiąc, ludzie sprawiają wrażenie nie mających pojęcia, co polecają. A coraz częściej polecają po prostu drogi badziew, który sprzedawany w aptece nosi miano środka specjalistycznego.
Wróćmy jednak do naszych ekip buszujących w drogerii (a może w aptece?). Biedaki wciąż nie wiedzą, co wybrać. Na liście z internetu jest to, koleżanka poleca to, lekarz tamto, farmaceuta jeszcze coś innego. W DDTVN mówili, że tylko emolienty, znana blogerka dla swojego dziecka wybrała coś tam, a w szkole rodzenia dawali próbki jeszcze czegoś innego. Oszaleć można! Dlatego teraz wchodzę ja i wręczam im moją listę substancji, których powinno się unikać w produktach dla dzieci. Ja tych substancji unikam ogólnie, bo jeśli mam wybór (i jeszcze mam za to zapłacić), to dlaczego nie?
No to lecimy:
O SLS/ SLESach, parabenach, PEGach i PPG już zapewne słyszeliście, a jeśli nie, to zapraszam Was TU. W tym poście napisałam również o oleju mineralnym, sojowym i substancjach zapachowych. Pozostałe substancje opisuję poniżej:
Phenoxyethanol - konserwant, stabilizator, a także substancja zapachowa. Nie jest wskazany do stosowania u niemowląt (może wywoływać biegunkę, wymioty czy problem z centralnym układem nerwowym), kobiet w ciąży, matek karmiących piersią oraz na okolice ust i podrażnioną skórę.
Disodium/ Tetrasodium EDTA - EDTA są syntetyzowane najczęściej z etylenodiaminy, formaldehydu i cyjanku sodu. Jakieś pytania? Dla mnie to wystarczy.
Propylene glycol, Butylene glycol - działają drażniąco
Polyacrylamide - używany jako stabilizator. Otrzymywany przez polimeryzację akryloamidu. Ten z kolei jest uważany za toksyczny, warto zwrócić uwagę, czy nie czai się gdzieś w kosmetykach dla mężczyzn. Badania pokazały, że ma on negatywny wpływ na spermę, wytrysk i ruchliwość plemników. Jest również sklasyfikowany jako rakotwórczy.
Triethanolamine - regulator PH, jest rakotwórczy.
Alcohol: Ethanol, Denaturated alcohol (denaturat!), Ethyl alcohol, Methanol, Benzyl alcohol, Isopropyl alcohol, SD alcohol - alkohole o niskiej masie cząsteczkowej. Działają wysusząjąco i drażniąco (zwłaszcza etanol, który zaburza naturalną barierę ochronną skóry).
Cetyl alcohol - alkohol tłuszczowy, substancja zmiękczająca skórę o właściwościach nawilżających, także nośnik innych substancji. Dozwolony do stosowania w UE, o ile jest pochodzenia roślinnego. Może powodować reakcje alergiczne.
Pochodne formaldehydu: Diazolidinyl UREA, Imidazolidinyl UREA, Bromopol, DMDM Hydantoin, Sodium hydroxymethylglycinate, Quaternium-15, 2-bromo-2-nitropropane-1, 3-diol - z ich reakcji z innymi substancjami może powstać formaldehyd.
Filtry przenikające: Etylhexyl methoxycinnamare (Octylmethoxycinnamate), Benzophenone-3, 4-methylbenzylidene camphor, Octyl dimethyl PABA, Homosalate - przenikają do krwiobiegu, a także do mleka matek. Mogą zaburzać gospodarkę hormonalną.
Octocrylene - filtr chemiczny, może przenikać do mleka matek. Może być drażniący dla dzieci.
Jak sami widzicie, trochę się tego nazbierało. Są tutaj substancje mniej lub bardziej agresywne, jednak jeśli chodzi o dzieci, to staram się unikać wszystkich. Tak, można ;) Warto unikać ich również w kosmetykach dla dorosłych (zwłaszcza dla matek karmiących i kobiet w ciąży). Na szczęście o dobre składowo kosmetyki coraz łatwiej i często okazuje się, że są tańsze od aptecznych czy drogeryjnych hiciorów.
Nie myślcie sobie, że sama z siebie jestem taka mądra. Podczas tworzenia tego wpisu korzystałam ze stron:
piątek, 17 marca 2017
JAK WYLALIŚMY DZIECKO Z KĄPIELĄ
Dziecko w szóstym miesiącu swojego życia podwaja swoją wagę urodzeniową, siedzi stabilnie z podparciem lub bez, próbuje raczkować, chwyta przedmioty, potrząsa nimi i upuszcza je na podłogę. Ponadto wypowiada swoje pierwsze, nieświadome jeszcze ma-ma i przygotowuje się do raczkowania. Drogi Rodzicu, pamiętaj jednak, że dzieci są różne, rozwijają się w różnym tempie i każde w swoim czasie. Nie należy robić nic na siłę i do niczego zmuszać, jak będzie gotowe, żeby daną sprawność osiągnąć, to ją osiągnie (źródło).
Tak mniej więcej możemy scharakteryzować większość informacji dotyczących norm rozwojowych, kroków milowych i innych ważnych momentów w życiu brzdąca, jeśli chcemy umiejscowić je na osi czasu. Sama wielokrotnie przewracam oczami na sam dźwięk pytania Chodzi już? Ale tak naprawdę tylko w wyobraźni przewracam tymi swoimi oczami. Zamiast tego cierpliwie i z uprzejmym uśmiechem odpowiadam, że Jeszcze nie. I szybko dodaję, że nie raczkuje, i że dopiero jak miał dziesięć miesięcy to usiadł… W głowie zazwyczaj huczy mi wówczas pytanie, czego ci wszyscy ludzie chcą od tego mojego dziecięcia biednego. Przecież wszystko w swoim czasie… Ostatecznie jestem przepełniona litością dla tych biednych, maluczkich, co to się w ogóle, ale to w ogóle na nowoczesnym rodzicielstwie nie znają.
W końcu jednak okazuje się, że to dziecko mogłoby już dawno siedzieć, a i raczkować by wypadało, a tak w ogóle, to chyba już okienko raczkowania powoli się zamyka i zdaje się, że to nasze dziecko chyba całkowicie pominie ten etap w swoim życiu. Dokładnie ten sam etap, o którym jeszcze kilka postów temu pisałam, że jest wręcz KLU CZO WY! Skąd to wiem? Ano stąd, że nasza pediatra w końcu powiedziała basta i wysłała nas na konsultację do poradni rehabilitacyjnej. My oczywiście, jak na nowoczesnych rodzicieli przystało, ze stoickim spokojem stwierdziliśmy, że nie damy się zaszczuć jakimś tam normom rozwojowym (w końcu już samo słowo norma brzmi narzucająco, a przecież każde dziecko jest inne i tak dalej…) i bez paniki i pośpiechu poczekamy na wyznaczoną wizytę bite dwa miesiące.
Na wizycie pani doktor (neurolog) orzekła co prawda, że dramatu nie ma, ale jednakowoż ćwiczenia z fizjoterapeutą się dziecku przydadzą, bo ma obniżone napięcie mięśniowe. Niby to nic takiego, niby wszystko jest do zrobienia i niby fajnie, że w miarę szybko się zgłosiliśmy do specjalisty… ale… No właśnie, jakoś nie mogę pozbyć się tego cieniutkiego i cichutkiego głosiku w głowie, że jednak daliśmy ciała i, że trzeba było zareagować wcześniej. Być może pewne rzeczy zrobić szybciej, a z innych zrezygnować… Ponieważ jednak samobiczowanie nie jest mi za bardzo w smak, nie słucham tego małego pajaca w mej głowie zbyt często. Zamiast tego wolę przyznać się sama przed sobą, że owszem, trzeba było zareagować wcześniej, ale teraz to i tak nie ma znaczenia, bo co się stało to się nie odstanie ;) Zamiast tego wolę też skupić się na spotkaniu z fizjoterapeutą i ćwiczeniach, które nam pokaże.
niedziela, 5 lutego 2017
CO JA CI NA TO POWIEM?
Oto stoisz, Rodzicu, bezradny jak to dziecko we mgle z diagnozą choroby, o której do tej pory myślałeś, że jest przypadłością burżuazji, jak, nie przymierzając, migrena. Ten cały AZS, który do tej pory kojarzył Ci się z uniwersytecką reprezentacją siatkówki stał się nagle realnym zagrożeniem dla skóry Twojego dziecka. Pozwól zatem, że co nieco Ci na ten temat opowiem:
Po pierwsze - spytam Cię, kto postawił diagnozę? Jeśli siostra cioteczna brata szwagra żony stryja ze strony drugiego męża cioci Zyty, to sorry, ale o ile nie jest ona dermatologiem czy alergologiem dziecięcym, albo chociaż pediatrą, to najprawdopodobniej popatrzę z politowaniem i zaproponuję wizytę u specjalisty.
Jeśli lekarz, to dobrze. Spytam jaki? Jeśli pediatra, zalecę wizytę u alergologa lub dermatologa, a najlepiej u jednego i drugiego. Nie zrozum mnie źle, z pewnością wybrałeś i wybrałaś doskonałego specjalistę, ale pediatra nie musi się znać na wszystkich schorzeniach. Podobnie jak w przypadku problemów z serduszkiem idziemy do kardiologa, tak w przypadku problemów skórnych warto skonsultować się z dermatologiem. Alergolog może okazać się nie mniej potrzebny, bo AZS często występuje wespół w zespół z alergią, ot co. Poza tym mam niejasne wrażenie, że pediatrzy nierzadko miewają swoje ulubione choroby, na które leczą niemal wszystkie dzieci. Czasem będzie to skaza białkowa, czasem rumień, czasem AZS.
Po drugie - poszukaj specjalisty. Dobrego pediatry, alergologa czy dermatologa, którzy się na tym znają. Są szanse, że po drugim roku życia AZS znacznie złagodnieje albo całkowicie się wyciszy, mimo wszystko dwa lata, to szmat czasu i opieka specjalisty będzie Ci potrzebna. Dodatkowo, jeśli w związku z AZS któryś z lekarzy zaleci odstawienie dziecka od piersi i przejście na mleko modyfikowane, doradzę zmianę lekarza, albo przynajmniej grubą weryfikację jego zaleceń. Atopowe zapalenie skóry nie jest przeciwwskazaniem do karmienia piersią, a mleko modyfikowane nie jest lekiem, który pomoże uleczyć to schorzenie. Mało tego! Jeśli diagnoza jest potwierdzona każdy przytomny lekarz zaleci jak najdłuższe karmienie dziecka mlekiem mamy.
Po trzecie: Jeśli zacząłeś już szukać fundacji, pod skrzydłami której będziesz zbierać od ludzi jeden procent ich podatku, przestań. Atopowe zapalenie skóry owszem, jest wredne, oka nie cieszy, bardzo wkurza (zwłaszcza gdy swędzi) i wymaga wielu wyrzeczeń, ale, na litość, to naprawdę nie jest najgorsze, co może spotkać Ciebie i Twoją rodzinę. W krajach rozwiniętych nawet co piąte dziecko cierpi na AZS Zatem ogarnij się, przestań rozpaczać i zacznij działać!
Po czwarte - zmień nawyki. Jeśli jesteś matką karmiącą piersią, być może będziesz musiała zmienić swoją dietę (AZS często idzie w parze z alergią pokarmową np. na białko mleka krowiego, jaja, miód, orzechy, niektóre owoce czy warzywa). Jeśli jesteś ojcem, być może będziesz musiał wesprzeć matkę karmiącą w jej nowej diecie, co będzie oznaczało jedzenie tofucznicy, picie kawki z mlekiem sojowym albo poranne dojenie migdałów 😉. Warto również zadbać o małe (i przy okazji swoje) jelitka poprzez zmianę diety czy suplementację witamin czy probiotyków.
Jeśli do tej pory nie stosowałaś/ nie stosowałeś emolientów (bo w sumie i po co?), to niestety teraz trzeba będzie. A po co? Ano po to, że skóra atopowa ma gigantyczne tendencje do wysuszania się, co prowadzi do jej podrażnienia czy uszkodzenia, w uszkodzenia wdają się np. bakterie, a to z kolei powoduje zapalenie. Dlatego trzeba ją nie tylko nawilżać, ale również zapewnić jej ochronę przed wysuszeniem, co też właśnie czynią emolienty. Ale! Kosmetyk kosmetykowi nierówny i emolienty akurat nie odbiegają tutaj od tej reguły. Niestety, to że jakieś kosmetyki są drogie, ładne, popularne, namiętnie reklamowane czy (o zgrozo!) polecane przez lekarzy, nie znaczy, że są dobre dla atopików. O tym, jakich substancji trzeba unikać napisałam TUTAJ. Popularne kosmetyki można też zastąpić czymś naturalnym (o tym napisałam TUTAJ). Pamiętaj jednak, że to, co sprawdziło się u jednego atopika, nie koniecznie musi zadziałać u innego.
Najprawdopodobniej trzeba też będzie zmienić nieco styl życia. Czasem wyrzucić dywany, czasem pożegnać marzenia o zwierzakach, w ekstremalnych przypadkach zmienić lokum. Z pewnością trzeba będzie zmienić płyn do prania i zrezygnować z płynu zmiękczającego tkaniny. Trochę więcej czasu zajmie Ci wybieranie ubranek (syntetyki czy wełna mogą podrażniać skórę) czy rozszerzanie diety.
Po piąte - wszystko będzie dobrze 😊 Atopowe zapalenie skóry nie wpływa na rozwój maluszków. Mało tego, systematyczną pracą, odpowiednią dietą i zabezpieczeniem małych jelitek można je naprawdę nieźle okiełznać bez ofiar 😉. Do tego zawsze masz mnie, mamę atopika, która przechodzi przez to samo (albo chociaż podobne) i nie będzie przewracać oczami czy wzdychać, że to fanaberie nowoczesnego świata.
Pozdrawiam!
piątek, 20 stycznia 2017
ZEPSULIŚMY DZIECKO
No bo jak to tak, że dziecko w wieku Dzika nie siada, nie siedzi, nie chodzi, nie macha łapką na pożegnanie i nie pokazuje, gdzie jest kotek w książeczce o zagubionym kotku??? 😓 I już do nas frunie skierowanie do poradni rehabilitacyjnej sztuk jeden i komplecik najpotrzebniejszych badań.
Więc stoję tak i patrzę na to swoje dziecię i myślę, gdzież tu popełniliśmy błąd...? I od razu pojawia się mnóstwo pomysłów: że noszenie (w sensie, że na rękach i że przodem do siebie i do świata i pewnie źle w chuście też), że bujaczek-leżaczek aka Zło Wcielone Najgosze, ale jak bez niego przetrwać i bez uszczerbku na zdrowiu psychicznym pozostać? W końcu to dzięki niemu można spokojnie i bez stresu o dziecko umyć uszy, zęby i futerko, ugotować obiad, czy kawę zaparzyć. W końcu, że na boku kładziony od małego... i cóż z tego, że tak łatwo mu było zasnąć? I jeszcze większe cóż, że na zmianę na tym boku, teraz mamy za swoje. Że za mało na brzuszku, to z pewnością! Trzeba było nauczyć spać na brzuszku! A nie, sorry na brzuszku nie, bo to grozi śmiercią łóżeczkową! Ale na pewno więcej trzeba było na brzuszku kłaść! Że nie-BLW karmiony, tylko, o zgrozo!, łyżeczką! I... (nowoczesne matki możecie zamknąć oczy) paćką! I tyle czasu w podróżach, w tym foteliku ciągle... Jak żyć?! Zepsuliśmy dziecko, jak nic...
Prawdopodobnie popełniliśmy jakieś błędy. Coś zrobiliśmy, a czegoś nie. Więc raczej z pewnością popełniliśmy błędy, ale któż ich nie popełnia? Kontrola u lekarza na chwilę wywołała u mnie chęć do samobiczowania, na szczęście jakiś skrzat, który stoi w mojej głowie na straży zdrowia psychicznego, od razu udał się w czeluście pamięci i przywołał słowa Gill Rapley, które wyczytałam kiedyś u Hafiji, a które mówą o tym, że takie umartwianie nie przynosi wiele korzyści, bowiem każdy z nas jest najlepszym rodzicem, jakim w danym momencie może być. W końcu celowo nie psujemy naszych dzieci 😉 A jeśli już zdamy sobie sprawę z popełnionych błędów (o ile ich sobie nie wkręcamy) możemy spróbować je naprawić 😊
piątek, 16 grudnia 2016
ODKRYCIE ROKU
Skóra atopowa bywa kapryśna i nie wybacza najmniejszych błędów. Wystarczy drobne zaniedbanie, zmiana pogody, diety czy kosmetyku i efekt jest natychmiastowy! Z resztą kto ma, ten wie, o czym mówię. Atopowa skóra bywa również niezwykle wymagająca. Ludzie miesiącami testują przeróżne mazidła, wydają marsjańskie dolary, a efektów jak nie było, tak nie ma. Dlatego jestem niezmiernie szczęśliwa, że stosunkowo szybko udało nam się znaleźć ukojenie dla atopikowej skóry.
Zaczęło się banalnie: przy przychodni, do której chodzimy otworzono nową drogerię. Modus działania był prosty. Trzeba wejść i sprawdzić, a że ceny (jak to zwykle na początku) śmiesznie niskie, to i trzeba było zakupić co nieco 😉 Przy kasie ekspedientka widząc Dzika w wózku naładowała mi do reklamówki kilka ulotek z kosmetykami dla dzieci. Sama nie wiem, jak to się stało, że jedna z nich zamiast w koszu na śmieci, wylądowała w moich rękach. W ten sposób dowiedziałam się, że skórę z AZS można pielęgnować inaczej niż tylko mazidłami z olejem mineralnym. Oczywiście, tak jak pisałam o tym TU, olej mineralny dobrze sprawdza się przy natychmiastowym i krótkotrwałym działaniu, ja jednak szukałam czegoś, co pomoże mi w profilaktyce, zwłaszcza, że staliśmy praktycznie u wrót rozszerzania diety (o wpływie diety na potencjalne nawroty zapalenia napiszę już niebawem 😊).
Są takie momenty, kiedy bardzo bliska jest mi filozofia, że czasem mniej znaczy więcej. W przypadku kosmetyków szczególnie i chodzi mi nie tylko ich ilość, ale także o ich skład. Dlatego kosmetyczka Atopika jest dość okrojona. Szybko zrezygnowaliśmy z oliwki i kremu do ciała. W ich miejsce wjechał olej kokosowy, jednak okazało się, że Dzik średnio go toleruje. Teraz do pielęgnacji skóry Atopika używamy praktycznie dwóch-trzech produktów:
Masło shea. Nazywane również masłem karite, to olej, który powstaje z tłoczenia orzechów shea. Zgodnie z tym, co piszą o nim producenci zawiera witaminy A, D i K. Świetnie nawilża, natłuszcza i odżywia skórę. Chroni ją przed działaniem warunków atmosferycznych. Dlatego odkąd je mamy nie stosujemy już żadnego kremu na niepogodę, a bywa też, że używamy tego masła jako kremu pod pieluszkę. Masło w naszym domu schodzi równie szybko jak to do smarowania, ponieważ bejcujemy nim Dzika w całości dwa razy dziennie (rano i po kąpieli) oraz szczególnie wrażliwe miejsca (ręce, nogi, buzia) przy każdej zmianie pieluszki. Bywa też, że i główkę smarujemy kilka razy w ciągu dnia. Jedynym minusem tego produktu jest jego konsystencja. Jest to bowiem (jak sama nazwa wskazuje) masło i taką też ma konsystencję. Jeśli więc komuś się notorycznie spieszy albo nie ma cierpliwości, to może się zrazić. Masło shea trzeba bowiem rozgrzać w dłoniach przed aplikacją, co w porównaniu z balsamem czy olejkiem może być czasochłonne. My jednak szybko się przyzwyczailiśmy i teraz już nie stanowi to problemu.
Przez jakiś czas do kąpieli stosowaliśmy emolient. Jednak któregoś dnia postanowiłam, że musimy spróbować mydło z Aleppo i uważam, że była to dobra decyzja. Mydło z Aleppo tradycyjne wytwarzane jest ręcznie w Syrii z zaledwie kilku składników, wśród których znajdują się: oliwa z oliwek, kwas laurowy, substancja spieniająca czyli ług (wodorotlenek sodu) i woda . Mydło to ma właściwości zarówno pielęgnacyjne, odżywcze i nawilżające (dzięki oliwie), jak i dezynfekujące i antyseptyczne (kwas laurowy). Jest więc idealnym połączeniem dla skóry atopowej ponieważ zapobiega przesuszaniu, a jednocześnie delikatnie oczyszcza i łagodzi stany zapalne. Dla Atopika kupiliśmy mydło o 6% stężeniu kwasu laurowego, co jest chyba jednym z najniższych wartości w takim mydle. Mydło nie pachnie jakoś wspaniale (na pewno nie gumą balonową, czy colą), nie pieni się ani nie barwi wody, jednak odwala kawał dobrej roboty. U nas sprawdza się doskonale i pozwolił nam wyprowadzić Dzika z jednego z gorszych nawrotów.Macie swoje pielęgnacyjne odkrycia tego roku? Może znacie dobre kremy z filtrem dla małych atopików? Jeśli tak, chętnie o nich poczytam 😊
niedziela, 11 grudnia 2016
CZYTAJ SKŁAD !
Niedawno na swoim Instagramie napisałam o moim kosmetycznym rozczarowaniu tego roku. Dlaczego rozczarowaniu, ano dlatego, że odkąd zaczęłam się interesować składem kosmetyków, okazało się, że firma, w której produkty się zaopatrywałam składowo jest jedną z najsłabszych... 😟 Oczywiście w tej cenie nie ma się co spodziewać cudów. Chociaż niektóre firmy pokazują, że jednak można.
Nie doszłam jeszcze do momentu, w którym samodzielnie kręcę swój krem czy dezodorant, jednak jest to etap, w którym od kosmetyku oczekuję trochę więcej niż ładnego wyglądu i zapewnień producenta, o jego wspaniałym działaniu.
Najważniejsze to przeczytać skład. Ale nie chodzi mi o piękną litanię cudownych składników i obietnic producenta, a tzw. skład w nazewnictwie INCI czyli listę składników, które były użyte do produkcji danego preparatu. Składniki są tutaj sklasyfikowane pod względem ilości, czyli to, co występuje na początku składu w produkcie znajduje się w największej ilości czy stężeniu. Wadą takiej klasyfikacji jest to, że substancje występują tutaj pod nazwą zgodnie z europejską nomenklaturą, ale po przejrzeniu kilku artykułów dotyczących substancji szkodliwych i niekorzystnie wpływających na nasze ciało będziemy w stanie zapamiętać te najważniejsze lub te, na których najbardziej nam zależy.
Żeby ułatwić życie zwykłemu zjadaczowi chleba, dziewczyny z PiggyPeg sporządziły listę substancji, których powinniśmy unikać w kosmetykach. Listę możecie znaleźć TU, pobrać ją sobie na telefon albo wydrukować i schować do portfela.
Jeśli chodzi o produkty przeznaczone specjalnie dla dzieci i dorosłych cierpiących na AZS to sytuacja wcale nie jest lepsza. Niestety, z tego, co wiem, nie istnieją żadne regulacje, które jasno określają jakie substancje powinny zawierać kosmetyki przeznaczone dla skóry szczególnie wrażliwej i atopowej. Sama kiedyś jeszcze łudziłam się, że znaczek jednego z towarzystw medycznych jest gwarantem jakości produktu, ale... no cóż, okazuje się, że nie. Możecie o tym przeczytać TU.
Przy AZS najczęściej stosowane i hurtowo rekomendowane, nawet przez lekarzy, są emolienty. Kosmetyki do pielęgnacji ciała, które zawierają w sobie tytułowe emolienty, czyli substancje natłuszczające i zapobiegające wysuszaniu wrażliwej skóry. Problem polega na tym, że emolient emolientowi nie równy i niestety również cena nie jest tutaj wyznacznikiem jakości. Najczęstszym (bo chyba najtańszym) emolientem są pochodne ropy naftowej, czyli parafinum liquidum, microcristaline wax, petrolatum, ... . Kiedy wybierałam emolient dla Dzika zaczęłam analizować składy i kiedy dowiedziałam się, co kryje się za tak piękną nazwą trochę się przeraziłam, bo przecież kto chciałby wysmarować dziecko pochodną ropy naftowej czy olejem mineralnym (który Koledze Małżonkowi od razu skoajarzył się z olejem silnikowym!). A jednak. Nawet lekarze (w tym dermatolodzy!) polecają produkty, które w swoim składzie na samiuśkim początku zawierają którąś z tych substancji, jeśli nie wszystkie. Rzeczywiście, olej mineralny pozwala złagodzić objawy wznowy przy AZS, dobrze natłuszcza, chroni przed utratą wody i tworzy na skórze film ochronny. Jednak jesli myślimy o długotrwałym stosowaniu, to działanie oleju mineralnego nie będzie już tak cudowne, bowiem film ochronny powoduje, że dobroczynne substancje nie mają szans przeniknąć w głąb skóry, a pod filmem z kolei mogą namnażać się bakterie.
W kosmetykach dla atopików na pewno nie powinny znaleźć się detergenty (np. SLSy), PEGi (syntetyczne emulgatory) sztuczne aromaty i barwniki. Zastanawiam się nawet czy ta pachnąca gumą balonową fioletowa piana po sufit ma sprawiać frajdę dzieciom czy rodzicom? Pomijając już fakt, że kąpiel atopika powinna trwać jakieś 5-10 minut, a temperatura wody nie powinna być zbyt wysoka.
Wciąż jeszcze nie wiem, jak to jest z olejem sojowym. Niby soja to fajna roślinka i producenci coraz częściej dodają olej sojowy do kosmetyków. Jednak z drugiej strony to wciąż soja, ta sama najbardziej genetycznie zmodyfikowana soja, pełna hormonów, którą dodaje się do produktów spożywczych jako wypełniacz. Od mięsa po czekoladę 😟 Jeśli macie jakąś wiedzę na ten temat, podzielcie się nią w komentarzu lub wiadomości 😊
Jeśli jeszcze nie znacie dziewczyn, które odwalają kawał dobrej roboty i rozkładają dla nas kosmetyki na czynniki pierwsze, to zapraszam do lektury:
Macie swoje hity i rozczarowania tego roku? Jeśli tak, koniecznie napiszcie o nich w komentarzach. Lubię poznawać i testować nowe marki 😊
Subskrybuj:
Posty (Atom)




