piątek, 17 marca 2017

JAK WYLALIŚMY DZIECKO Z KĄPIELĄ

Dziecko w szóstym miesiącu swojego życia podwaja swoją wagę urodzeniową, siedzi stabilnie z podparciem lub bez, próbuje raczkować, chwyta przedmioty, potrząsa nimi i upuszcza je na podłogę. Ponadto wypowiada swoje pierwsze, nieświadome jeszcze ma-ma i przygotowuje się do raczkowania. Drogi Rodzicu, pamiętaj jednak, że dzieci są różne, rozwijają się w różnym tempie i każde w swoim czasie. Nie należy robić nic na siłę i do niczego zmuszać, jak będzie gotowe, żeby daną sprawność osiągnąć, to ją osiągnie (źródło).



Tak mniej więcej możemy scharakteryzować większość informacji dotyczących norm rozwojowych, kroków milowych i innych ważnych momentów w życiu brzdąca, jeśli chcemy umiejscowić je na osi czasu. Sama wielokrotnie przewracam oczami na sam dźwięk pytania Chodzi już? Ale tak naprawdę tylko w wyobraźni przewracam tymi swoimi oczami. Zamiast tego cierpliwie i z uprzejmym uśmiechem odpowiadam, że Jeszcze nie. I szybko dodaję, że nie raczkuje, i że dopiero jak miał dziesięć miesięcy to usiadł… W głowie zazwyczaj huczy mi wówczas pytanie, czego ci wszyscy ludzie chcą od tego mojego dziecięcia biednego. Przecież wszystko w swoim czasie… Ostatecznie jestem przepełniona litością dla tych biednych, maluczkich, co to się w ogóle, ale to w ogóle na nowoczesnym rodzicielstwie nie znają.

W końcu jednak okazuje się, że to dziecko mogłoby już dawno siedzieć, a i raczkować by wypadało, a tak w ogóle, to chyba już okienko raczkowania powoli się zamyka i zdaje się, że to nasze dziecko chyba całkowicie pominie ten etap w swoim życiu. Dokładnie ten sam etap, o którym jeszcze kilka postów temu pisałam, że jest wręcz KLU CZO WY! Skąd to wiem? Ano stąd, że nasza pediatra w końcu powiedziała basta i wysłała nas na konsultację do poradni rehabilitacyjnej. My oczywiście, jak na nowoczesnych rodzicieli przystało, ze stoickim spokojem stwierdziliśmy, że nie damy się zaszczuć jakimś tam normom rozwojowym (w końcu już samo słowo norma brzmi narzucająco, a przecież każde dziecko jest inne i tak dalej…) i bez paniki i pośpiechu poczekamy na wyznaczoną wizytę bite dwa miesiące.

Na wizycie pani doktor (neurolog) orzekła co prawda, że dramatu nie ma, ale jednakowoż ćwiczenia z fizjoterapeutą się dziecku przydadzą, bo ma obniżone napięcie mięśniowe. Niby to nic takiego, niby wszystko jest do zrobienia i niby fajnie, że w miarę szybko się zgłosiliśmy do specjalisty… ale… No właśnie, jakoś nie mogę pozbyć się tego cieniutkiego i cichutkiego głosiku w głowie, że jednak daliśmy ciała i, że trzeba było zareagować wcześniej. Być może pewne rzeczy zrobić szybciej, a z innych zrezygnować… Ponieważ jednak samobiczowanie nie jest mi za bardzo w smak, nie słucham tego małego pajaca w mej głowie zbyt często. Zamiast tego wolę przyznać się sama przed sobą, że owszem, trzeba było zareagować wcześniej, ale  teraz to i tak nie ma znaczenia, bo co się stało to się nie odstanie ;) Zamiast tego wolę też skupić się na spotkaniu z fizjoterapeutą i ćwiczeniach, które nam pokaże.


wtorek, 7 marca 2017

MAMA ATOPIKA NA TROPIE - SMAROWIDŁA DO CIAŁA

"Aaaaaa już jest wiosna..." śpiewali radośnie członkowie kabaretu Potem 😊 Skoro idzie wiosna, to oznacza, że dni będą się wydłużać, a temperatura rosnąć. To z kolei oznacza, że zbliża się czas odstawienia naszej ulubionej bejcy do ciała (jeśli ktoś jeszcze nie wie, że jest to masło shea), to już wie 😉). Nie bez powodu używam określenia bejca - ten kosmetyk bowiem trochę tak działa. Natłuszcza, odżywia i pozostawia na skórze warstwę okluzyjną (tego mądrego słowa nauczyłam się od Sroka o 😉). Czyli tłusty film, który nie przepuszcza nic w głąb skóry. Einsteinem nie będę stwierdzając, że taki filmik na skórze to niezbyt dobry pomysł na cieplejsze dni. Kiedy taka warstwa dostanie trochę słoneczka może zadziałać trochę jak islandzka szklarnia, pod którą przez okrągły rok rosną sobie pomarańcze 😉 Tak, czy inaczej, należy rozejrzeć się za czymś lżejszym, stąd pomysł na emulsje i kremy. Zanim zdecydowałam się na kupno konkretnej, sprawdzałam, czytałam i dowiadywałam się. Poniżej prezentuję wyniki mojego śledztwa 😉



ZIOŁOWE MASEŁKO DO CIAŁA od Momme. 


Według producenta to jeden z jego lepszych produktów 😊 Można tu spotkać niemal wszystkie cudowne oleje, pół warzywniaka i łąkę 😉 Składniki są oczywiście naturalne i uprawiane ekologicznie. Zadaniem masełka jest łagodzenie podrażnień, ochrona i długotrwałe, dogłębne nawilżanie. Zawiera ono aż 19 składników aktywnych i może być stosowane wielokrotnie w ciągu dnia u dzieci już od pierwszego dnia życia. 

Skład:

  • Aqua (woda)
  • Coco-Caprylate/Caprate (Mieszanina estrów kwasów kaprylowego i kaprynowego z alkoholami z oleju kokosowego. Emolient tzw. tłusty. Jeśli jest stosowany na skórę w stanie czystym, może być komedogenny, czyli sprzyjać powstawaniu zaskórników. Zastosowany w preparatach do pielęgnacji skóry i włosów tworzy na powierzchni warstwę okluzyjną (film), która zapobiega nadmiernemu odparowywaniu wody z powierzchni (jest to pośrednie działanie nawilżające, przez co kondycjonuje, czyli zmiękcza i wygładza skórę i włosy)
  • Isoamyl Cocoate (delikatny emolient oparty na naturalnych surowcach, niezbyt lepki, niezbyt tłusty i łatwo się wchłania)
  • Persea Gratissima (Avocado) Seed Oil (olej z pestek awokado)
  • Mirystyl Mirystate (ciekły wosk - emolient tłusty. Jeśli jest stosowany na skórę w stanie czystym, może być komedogenny, czyli sprzyjać powstawaniu zaskórników. Zastosowany w preparatach do pielęgnacji skóry i włosów tworzy na powierzchni warstwę okluzyjną (film), która zapobiega nadmiernemu odparowywaniu wody z powierzchni, Poprawia właściwości aplikacyjne kosmetyku, ułatwia rozsmarowywanie np. na ustach)
  • Cetearyl Alcohol (niejonowa substancja powierzchniowo czynna, Emolient tzw. tłusty, podobnie jak wyżej, jeśli stosowany na czystą skórę może być komedogenny. Na skórze tworzy warstwę okluzyjną, poprawia właściwości aplikacyjne kosmetyku)
  • Glycerin (gliceryna, hydrofilowa substancja nawilżająca. Ma zdolność przenikania przez warstwę rogową naskórka, dzięki czemu pełni rolę promotor przenikania - ułatwia w ten sposób transport innych substancji w głąb skóry)
  • Glyceryl Stearate Citrate (emulgator, składnik umożliwiający powstanie emulsji.,Substancja konsystencjotwórcza, wpływa na lepkość gotowego produktu i poprawia właściwości użytkowe, Stearynian glicerolu jest dobrze przebadaną substancją pod względem bezpieczeństwa. Badania jednoznacznie wskazują, że jest to substancja bezpieczna, stosowana w kosmetykach.)
  • Sucrose Stearate (związek chemiczny, będący mieszaniną kwasu stearynowego i sacharozy. Emulgator - wpływa na konsystencję kosmetyku. Ponadto pełni funkcję zmiękczającą i odżywiającą. Składnik bezpieczny dla ciała)
  • Citrullus lanatus Seed Oil (olej z pestek arbuza)
  • Glyceryl Stearate (emolient tłusty, może działać komedogennie, emulgator, składnik umożliwiający powstanie emulsji)
  • Hydrogenated Vegetable Oil (utwardzony tłuszcz roślinny otrzymywany z oleju palmowego lub kokosowego,nadaje kremową konsystencję i stabilizuje)
  • Caprylic/Capric Triglyceride (emolient tłusty, powoduje wzrost lepkości preparatu, dzięki czemu ułatwia poślizg i aplikację kosmetyku)
  • Butyrospermum Parkii (Shea) Butter (masło shea)
  • Hydrogenated Phosphatidylcholine (substancja powierzchniowo czynna, emulgator)
  • Macadamia Ternifolia Oil, Phytosterols (olej z orzechów macadamia)
  • Xanthan Gum (guma ksanatanowa, zagęstnik)
  • Phospholipids (naturalny emulgator, element budulcowy błon komórkowych, ma silne działanie nawilżające, reguluje pracę gruczołów łojowych i zapobiega przetłuszczaniu się skóry)
  • Glycine Soya (Sterol)(mieszanka fitosteroli otrzymywanych z soi, zmiękczają i odżywiają skórę)
  • Stearic Acid (organiczny związek chemiczny, substancja renatłuszczająca, emulgator, substancja bezpieczna do stosowania w kosmetykach. Przeprowadzane badania preparatów, które w składzie zawierały około 13% kwasu stearynowego, wykazały, że nie powoduje on działania drażniącego na skórę i oczy)
  • Palmitoyl PG-Linoleamide (naturalny emolient, Omega 6 ceramide, grupa lipidów, występujacych w skórze o działaniu nawilżającym)
  • Squalane (skwalan, emolient tłusty, może działać komedogennie)
  • Chamomilla Reticutita (Matricaria) Flower Extract (ekstrakt z rumianku, działą przeciwzapalnie)
  • Centella Asiatica Extract (ekstrakt z centella asiatica, ma działanie przeciwzapalne i regeneracyjne)
  • Glycyrrhiza (Licorice) Root Extract (ekstrakt z korzenia lukrecji, ma silne właściwości wiążące wodę, a także przeciwalergiczne, przeciwzapalne i antyoksydacyjne)
  • Camellia Sinensis Leaf Extract (ekstrakt z zielonej herbaty, antyoksydant, działą antybakteryjnie, zawiera nienasycone kwasy tłuszczowe, witaminę E, fitosterole i minerały, wzmacnia barierę lipidową skóry, odblokowuje pory)
  • Polygonum Cuspidatum Root Extract (ekstrakt z rdestu japońskiego, antyoksydant)
  • Rosemarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract (ekstrakt z liści rozmarynu, ma działanie przeciwbakteryjne, przeciwzapalne i antyoksydacyjne)
  • Scutellaria Baicalensis Root Extract (wyciąg z korzenia tarczycy bajkalskiej, naturalny filtr UV, posiada właściwości przeciwalergiczne i przeciwzapalne, jest bogaty we flawonoidy)
  • Benzyl Alcohol (alkohol aromatyczny, imituje zapach jaśminu, konserwant, regulator lepkości, rozpuszczalnik, jego dopuszczalne maksymalne stężenie w gotowym produkcie wynosi 1%.)
  • Tetrasodium Glutamate Diacetate (substancja pochodzenia roślinnego, antyoksydant)
  • Dehydroacetic Acid (konserwant indentyczny z naturalnym, jest dopuszczony przez instytucje certyfikujące kosmetyki naturalne)
  • Tocopherol (witamina E, antyoksydant, wzmacnia barierę naskórka i zapobiega podrażnieniom, zapobiega powstawaniu stanów zapalnych i wzmacnia naczynia krwionośne)
  • Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil (olej z nasion słonecznika, emolient, ma właściwości wygładzające)
  • Bisabolol (alkohol występujący w olejku eterycznym z rumianku,ma działanie antyseptyczne, przeciwzapalne i łagodzące)
  • Ceramide 3 (lipid, zapobiega utracie wody, chroni skórę przed łuszczeniem się i przesuszeniem)
  • Glyceryl Caprylate (niejonowa substancja powierzchniowo czynna, emolient tłusty, emulgator)


Skład dość długi, mam wrażenie, ze oprócz tych 19 składników naturalnych jest jeszcze milion różnych innych rzeczy. Dużo emolientów i emulgatorów działających komedogennie, czyli zapychająco. Masełko zamknięte jest w tubce o objętości 150 ml, a jej dizajn cieszy oko, przynajmniej moje 😉 Zarówno szata graficzna kosmetyków, jak i strona internetowa firmy oraz jej instagram zachęcają do zakupu produktów spod znaku Momme. Dodatkowo ich produkty zostały odznaczone znaczkiem fundacji Viva!, co dla mnie jest dużym plusem. Cena niestety już szału nie robi, około 50 złotych za tubkę, to (moim zdaniem) dość spory wydatek jak na produkt, którym będę smarować Dzika kilka razy dziennie.

EDIT: sterole sojowe wyrzuciłam z listy substancji, które mi się nie podobają, ponieważ zostałam uspokojona, że są one na tyle przetworzone, że przestają działać niekorzystnie na organizm.


Strony, z których korzystałam:
http://www.srokao.pl
https://e-naturalne.pl
http://www.kosmopedia.org
http://mommecosmetics.com
http://www.naturativ.pl
https://kosmeter.pl


EMULSJA DO CIAŁA od Latopic



Producent zapewnia, że jego produkt jest przeznaczony do codziennej, wielokrotnej pielęgnacji ciała dzieci z atopowym zapaleniem skóry. Emulsja może być stosowana od pierwszego dnia życia (tylko właściwie po co, skoro AZS najszybciej diagnozuje się około 3-4 miesiąca życia dziecka). Produkt zawiera metabolity kwasu mlekowego, które pomagają zapobiegać rozwojowi gronkowca złocistego. Oprócz tego zawiera składniki przeciwświądowe, łagodzące i ochronne.

Skład:

  • Aqua (woda)
  • Lactobacillus Ferment (metaboity bakterii kwasu mlekowego)
  • Laureth-9 (niejonowa substancja powierzchniowo czynna, rozpuszczalna w wodzie,emulgator)
  • Glycerin (gliceryna, hydrofilowa substancja nawilżająca. Ma zdolność przenikania przez warstwę rogową naskórka, dzięki czemu pełni rolę promotor przenikania - ułatwia w ten sposób transport innych substancji w głąb skóry)
  • Canola Oil (olej otrzymywany z rzepaku kanadyjskiego, emolient tłusty, tworzy warstwę okluzyjną i może działać komedogennie)
  • Gossypium Herbaceum Seed Oil (olej z nasion bawełny,zawiera kwas linolowy, posiada wysokie właściwości aplikacyjne i nawilżające, utrzymuje barierę ochronna skóry i działa antyoksydacyjnie)
  • Hydrogenated Coco – Glycerides (emolient, zawiera kwasy tłuszczowe, nawilża, zmiękcza, wygładza, jednak może działać komedogennie)
  • Cetearyl Alcohol (niejonowa substancja powierzchniowo czynna, Emolient tzw. tłusty, podobnie jak wyżej, jeśli stosowany na czystą skórę może być komedogenny. Na skórze tworzy warstwę okluzyjną, poprawia właściwości aplikacyjne kosmetyku)
  • Butyrospermum Parkii Butter (masło shea)
  • Glyceryl Stearate (emolient tłusty, może działać komedogennie, emulgator, składnik umożliwiający powstanie emulsji)
  • Glyceryl Stearate Citrate (emulgator, składnik umożliwiający powstanie emulsji.,Substancja konsystencjotwórcza, wpływa na lepkość gotowego produktu i poprawia właściwości użytkowe, Stearynian glicerolu jest dobrze przebadaną substancją pod względem bezpieczeństwa. Badania jednoznacznie wskazują, że jest to substancja bezpieczna, stosowana w kosmetykach)
  • Spent Grain Wax (wosk zbożowy, preparat natłuszczający, zatrzymuje wodę w skórze)
  • Butyrospermum Parkii Butter Extract (ekstrakt z masła shea)
  • Argania Spinosa Kernel Oil (olej arganowy)
  • Isostearyl Isostearate (ciekły wosk, emolient suchy, wpływa na właściwości aplikacyjne kosmetyku, może działać komedogennie)
  • Caprylyl Glycol (emolient tłusty, ma zdolność przenikania wgłąb skóry, może działać komedogennie, humekant)
  • Glyceryl Caprylate (niejonowa substancja powierzchniowo czynna, emolient tłusty, w formie nierozcieńczonej może powodować powstawanie zaskórników, emulgator)
  • Phenylpropanol (substancja zapachowa przypominająca zapach cynamonu, konserwant, ma działanie grzybobójcze i bakteriobójcze, alternatywa dla parabenów)
  • Panthenol (prowitamina B5, substancja nawilżająca, ma działanie przeciwzapalne i przyspiesza proces regeneracji naskórka, humekant)
  • Sodium Polyacrylate (substancja wiążąca wodę, tworzy na skórze hydrofilowy film, substancja stabilizująca emulsje)
  • Caprylic/Capric Triglyceride (emolient tłusty, powoduje wzrost lepkości preparatu, dzięki czemu ułatwia poślizg i aplikację kosmetyku)
  • Sodium Acrylates Copolymer (składnik podnoszący lepkość kosmetyków, tworzy film ochronny na skórze, Składnik nie jest zalecany w produkcji kosmetyków dla dzieci i kobiet w ciąży, kosmetyków do makijażu i pielęgnacji ust, do higieny jamy ustnej i nie należy go nakładać na uszkodzoną skórę)
  • Disodium EDTA (substancja konsystencjotwórcza, konserwant, może powodować podrażnienia, dopuszczona do stosowania w ograniczonym stężeniu)
  • Allantoin (substancja aktywna, działa przeciwzapalnie i łagodząco, wspomaga procesy regeneracji naskórka, stymuluje proces gojenia się ran, silnie nawilża)
  • Xanthan Gum (guma ksantanowa, zagęstnik)



Sprawdzając skład tego preparatu już byłam gotowa ogłosić, że mamy zwycięzcę, bo i skład krótszy, bakterie kwasu mlekowego, sporo składników z myślą o skórze atopowej, ale… Dwa składniki, których należy unikać w kosmetykach, w tym jeden z nich, który w ogóle nie powinien znaleźć się w kosmetykach dla dzieci. Niby pod koniec składu, ale zawsze. Co prawda cenowo Latopic wypada lepiej niż Momme, bo za tubkę 200ml zapłacimy ok 25zł w aptece internetowej.



Strony, z których korzystałam:

http://www.srokao.pl
http://www.latopic.pl
https://kosmeter.pl
http://www.kosmopedia.org
http://wizaz.pl


PIELĘGNACYJNY KREM DO CIAŁA od Derma Eco Baby



Producent poleca swoje produkty do pielęgnacji szczególnie wrażliwej i wymagającej skóry, jaką jest skóra niemowląt i kobiet w ciąży (produkt może być stosowany już od pierwszych dni życia). Kosmetyki Derma Eco Baby posiadają certyfikaty Astma-Allergi Denmark, Ecocert i Nordic Swan. Ich skład jest dobrany tak, aby spełniać rygorystyczne wymogi jakości.

Skład:

  • Aqua (woda)
  • Aloe Barbadensis Leaf Extract (ekstrakt z liści aloesu)
  • Cocos Nucifera Oil (olej kokosowy)
  • Butyrospermum Parkii Butter (masło shea)
  • Canola Oil (olej otrzymywany z rzepaku kanadyjskiego, emolient tłusty, tworzy warstwę okluzyjną i może działać komedogennie)
  • Glycerin (gliceryna, hydrofilowa substancja nawilżająca. Ma zdolność przenikania przez warstwę rogową naskórka, dzięki czemu pełni rolę promotor przenikania - ułatwia w ten sposób transport innych substancji w głąb skóry)
  • Cetearyl Glucoside (niejonowa substancja powierzchniowo czynna, bardzo łagodna dla skóry, zmniejsza ewentualne działanie drażniące innych substancji, emulgator)
  • Cetearyl Alcohol (niejonowa substancja powierzchniowo czynna, Emolient tzw. tłusty, jeśli stosowany na czystą skórę może być komedogenny. Na skórze tworzy warstwę okluzyjną, poprawia właściwości aplikacyjne kosmetyku)
  • Stearyl Alcohol (emolient, emulgator)
  • Tocopherol (witamina E, antyoksydant, wzmacnia barierę naskórka i zapobiega podrażnieniom, zapobiega powstawaniu stanów zapalnych i wzmacnia naczynia krwionośne)
  • Sodium Stearoyl Glutamate (emulgator, substancja kondycjonująca)
  • Xanthan Gum (guma ksantanowa, zagęstnik)
  • Citric Acid (kwas cytrynowy, usuwa przebarwienia na skórze i rozjaśnia ją, zwiększa trwałość kosmetyku i reguluje PH)
  • Sodium Benzoate (konserwant, uniemożliwia rozwój i przetrwanie mikroorganizmów, Jego dopuszczalne maksymalne stężenie to 0,5%)



That’s it. Tylko tyle i aż tyle. Nie obyło się bez substancji o ograniczonym stężeniu, ale jeśli jest Ecocert, to wierzę, że i stężenie się zgadza. Na kosmetyki Derma trafiłam dzięki Kasi Mrsmom.pl , dziękuję 😊 Krem nie jest tani (ok. 30zł za 100ml tubkę), ale podobno warto. Ktoś kiedyś napisał, że Skandynawowie robią to dobrze. No cóż, nie mogę się nie zgodzić. Także „sorry, Polsko” 😉


Strony, z których korzystałam:
http://www.multishop24.pl
http://www.kosmopedia.org
http://wizaz.pl
https://kosmeter.pl







poniedziałek, 27 lutego 2017

DYSLEKSJA I SPÓŁKA CZĘŚĆ II


W poprzednim poście pisałam, jak ugryźć dysleksję i inne trudności w uczeniu się. Ten wpis będzie o tym, jak wspierać rozwój dziecka, żeby takim trudnościom zapobiegać, albo chociaż minimalizować ich skutki. Zatem jedziemy:

➤ Jeśli jesteś przyszłą mamą, uważaj na siebie. Wiadomo, że ciąża to nie choroba (przynajmniej nie dla wszystkich) i nie oznacza, że masz teraz leżeć plackiem. Co to, to nie. Racjonalna aktywność fizyczna nie tylko stymuluje bobasy, ale także pomaga przygotować się do porodu. Jeśli jesteś przyszłym ojcem, zadbaj o odpowiednią dietę, zmień złe nawyki i zatroszcz się o rozwój swojego malucha. Mów do niego, czytaj, jeśli chcesz, to śpiewaj 😊. Na pewno już wiecie, że słuch rozwija się u dziecka już około 14 tygodnia ciąży, warto dbać o niego od początku.

➤ Poród to bardzo ważny czynnik w rozwoju układu nerwowego. Od jego przebiegu zależy więcej niż nam się wydaje. Dlatego jeśli rozważacie opcje pod tytułem cesarka na żądanie, zastanówcie się dobrze. Podczas porodu siłami natury dochodzi do wielu procesów, które są szalenie istotne dla dalszego rozwoju dziecka. Na przykład przeciskanie się dziecka przez kanał rodny pobudza ośrodek czucia głębokiego (propriocepcję), który odpowiada między innymi za odczuwanie własnego ciała i jego położenie w przestrzeni. Dzieci urodzone przez cesarskie cięcie są często niedociśnięte i powinny być dostymulowane w późniejszym etapie swojego życia (np. przez spowijanie). Poza tym poród siłami natury pobudza wiele odruchów pierwotnych, których pojawienie się jest kluczowe dla dalszego rozwoju. Podczas porodu siłami natury wydziela się naturalna oksytocyna, która wspomaga laktację, dzięki temu kobieta ma większą szansę na prawidłowe karmienie piersią, co z kolei wspomaga układ nerwowy.

Nie chcę tutaj siać paniki czy powodować aktów samobiczowania u tych mam, które rodziły przez cesarskie cięcie. Pamiętajcie, że w życiu nie na wszystko mamy wpływ! Jeśli urodziłaś przez cesarkę, nie oznacza to od razu, że Twoje dziecko będzie miało niepowodzenia w szkole!
➤ Stymulowanie rozwoju niemowląt to temat rzeka. Cały ambaras jednak tkwi w tym, żeby znaleźć złoty środek pomiędzy pozostawianiem niemowlaka samego sobie, a korepetycjami z mandaryńskiego od urodzenia. Chociaż nam dorosłym trudno to czasem pojąć, dla dziecka najlepszą nauką jest zabawa. Tak jak noworodek najczęściej głównie je i śpi, tak już u kilkumiesięcznych niemowląt można zauważyć ciekawość świata i chęć jego poznawania. Na początku dziecku niewiele jest potrzebne do szczęścia. Wystarczą własne rączki, nóżki, łóżeczko, rodzic (jego twarz, dłonie, głos). Poprzez dotyk, przebywanie w różnych pozycjach dziecko stymuluje rozwój zmysłów i mięśni. Nasze słowa, piosenki, muzyka i inne dźwięki stymulują rozwój słuchu. 

➤ Warto wspierać również koordynację wzrokowo-ruchową  malucha. Nie trzeba wcale zapisywać dziecka na specjalne ćwiczenia, wystarczy je obserwować i czasem pozwolić na odrobinę samodzielności. Nawet tak prozaiczne rzeczy jak jedzenie mogą pozytywnie oddziaływać na rozwój motoryczny naszego malucha. Na przykład rozszerzanie diety metodą BLW wymaga od dziecka pewnego skoordynowania ruchów (trzeba bowiem złapać jedzonko, a następnie dostarczyć je do paszczy 😉). Mimo że chyba każdemu przechodzą po plecach ciarki na myśl, że dziecko będzie froterować podłogi i wyjadać kurzowe koty z zakamarków (o wkładaniu palców do kontaktu nie wspomnę 😂) jednak pełzanie i  czworakowanie jest dość przełomowe w kwestii profilaktyki trudności w uczeniu się. Obie czynności wymagają bowiem nie lada wysiłku ze strony układu nerwowego. W końcu to nie lada wyzwanie wykombinować jak tu naprzemiennie machać rękoma i nogami tak, żeby przemieścić się z punktu A do punktu B i nie upaść na twarz. Być może dlatego niektóre dzieci nie mogą przez to spać z wrażenia 😉 

➤ Na dalszym etapie rozwoju warto zadbać o małą motorykę dając dziecku do ręki kredę, farby, kredki, plastelinę itp. Pamiętajcie, że pociąg dzieci do rysowania po ścianach jest raczej naturalny (często od tego właśnie się zaczyna: najpierw ściana, później chodnik albo podłoga, a dopiero na końcu stolik), można wówczas odpowiednio zaaranżować domową przestrzeń, malując fragment ściany farbą tablicową, kupując tablicę kredowo-magnetyczną albo wieszając na ścianie kawałek brystolu.
Dobrym stymulatorem są także różnego rodzaju sortery, puzzle czy układanki, a w późniejszym wieku czynności manualne takie jak wiązanie butów, zapinanie guzików, szydełkowanie, robienie na drutach i tym podobne zabawy. Pamiętajcie tylko, że dziecko samo powinno zainicjować zabawę. Możemy zaproponować dziecku narzędzia i czekać na reakcję. W żadnym wypadku nie powinniśmy dziecka zmuszać. Nieco starszym dzieciom można zaproponować zabawę ciastoliną lub plasteliną. Świetnym pomysłem będzie również wspólne gotowanie, wyrabianie ciasta, wykrajanie kształtów ciasteczek, ugniatanie, mieszanie, itp.

➤ Zabawy na powietrzu z naturalnymi przeszkodami. To jest coś, co często wykorzystują terapeuci integracji sensorycznej. Wszelkiego rodzaju huśtawki, krawężniki, piaskownica, drabinki, zjeżdżalnia, drzewa i trzepaki, rolki, rower czy hulajnoga czyli wszystkie rzeczy, które powodują palpitację serca u większości mam i babć, przyczyniają się do rozwoju psycho-ruchowego naszych dzieci. Nie zbadałam tego jeszcze, ale podobno dyslektycy mają spory kłopot z utrzymaniem kierunku jazdy na rowerze w momencie, kiedy muszą odwrócić głowę w jedną lub w drugą stronę. Najczęściej barki kierują w tą samą stronę, w którą patrzą.

➤ Książki i inne czytadła. Pewnie już wiecie, że dzieciom warto czytać książki kiedy są jeszcze w brzuszku. Oprócz tego, że zaznajamiają się one wówczas z Waszym głosem, rozwijają słuch, a później wyobraźnię i tworzą nowe połączenia nerwowe, czytanie książek jest najlepszym sposobem na zainteresowanie dziecka tą czynnością. A od zainteresowania do faktycznego czytania droga już niedaleka 😊 Przy okazji tego punktu zdradzę Wam pewną ciekawostkę: otóż w szkole podstawowej i w gimnazjum sama byłam poddana testom na trudności w uczeniu się (wówczas jeszcze były to testy na dysleksję i dysortograafię). Przyczyna była prosta, wszystkie, ale to wszystkie wypracowania pisałam na dwie oceny. Na przydkład dwójkę i piątkę (tę pierwszą za ortografię). Testy w poradni oblałam 😂 Okazało się, ze dysortografii nie mam. Za to mama zapisała mnie do biblioteki miejskiej i nakazała czytać przynajmniej dwie książki lub czasopisma w miesiącu. Po pół roku moje dolegliwości cudownie ustąpiły 😉 

Jakiś czas temu odkryłam też dlaczego za naszych czasów (albo za czasów naszych rodziców) dysleksji nie było! Przypomnijcie sobie, jak wówczas był skonstruowany świat... Dzieci mnóstwo czasu spędzały na dworze, na trzepakach i drabinkach, grając w klasy, w gumę, chodząc po drzewach, mam wrażenie, że częściej pomagały w kuchni. Nawet łazienki nie były takie, jak teraz! Pamiętacie krany z kurkami? A mydła w kostce? A zajęcia praktyczno-techniczne? Wszystko to sprawiało, że dzieci mimowolnie rozwijały dużą i małą motorykę, a przy okazji integrację sensoryczną i koordynację wzrokowo-ruchową.



czwartek, 16 lutego 2017

DYSLEKSJA I SPÓŁKA



Na początek małe wyjaśnienie:


Wielkimi krokami zbliża się czas mojego powrotu do pracy, co sprawia, że coraz częściej myślami już w niej jestem. Dlatego pozwoliłam sobie wysupłać na blogu odrobinę przestrzeni i wymościć w nim eleganckie miejsce na zakładkę pod tytułem offtop. Będziecie tu mogli znaleźć małe co nieco o tym, co aktualnie zaprząta mi głowę jeśli w temacie odmiennym niż AZS i skóra niemowlaka 😉 Dziś na warsztat idzie dysleksja.

Generalnie, jeśli chodzi o dysleksję, świat dzieli się na dwie części: jedni to ci, który na samo słowo dysleksja (albo dyslekcja) przewracają oczami i wygłaszają teorie o tym, jak to kiedyś tego nie było! Uczeń był leniwy, dostał dwóje, potem rodzic poprawił pasem i od razu brał się do roboty! Są jeszcze drudzy, którzy jednak wierzą w to mityczne (jak się wydaje) zjawisko, pochylają się nad nim z utrapieniem i próbują jakoś z tym współpracować.

Tej pierwszej grupie najchętniej odpowiadam, że owszem, kiedyś tego nie było, podobnie jak nie było dronów, Facebooka, teorii strun, smartfonów czy alergii. Pytanie tylko, czy jeśli ktoś tego nie nazwał wcześniej, to znaczy, że tego nie było (jak w przypadku teorii strun)? Czy może pewne występujące współcześnie zjawiska są ceną, którą przychodzi nam płacić za poziom życia, jaki udało nam się osiągnąć (podobnie jest z alergiami czy, nie przymierzając, z AZS). Mało tego, dam sobie uciąć rękę, że niejeden dyslektyk w przeszłości wylądował ze skutecznie podciętymi skrzydłami, zaszufladkowane jako głupek czy nieudacznik albo ofiara, bo nie wpasował się w kanon ówczesnych wymagań, a my straciliśmy przez to doskonałego fachowca, artystę czy humanistę... Tak, czy inaczej, jeśli jakiś nauczyciel lub lekarz wyskoczy z wyświechtaną za moich czasową teorią, najlepiej zmienić lekarza i nauczyciela. Taka moja rada 😉   

Zacznijmy jednak od początku:

Co to toto jest?


Otóż, trudności w uczeniu się (dysleksja dysgrafia, dyskalkulia, dysortografia) to specyficzne zaburzenia percepcyjno-motoryczne (czyli najprościej rzecz ujmując spostrzegawczo-ruchowe). Mikrouszkodzenia, które powstają w neuroprzekaźnikach, zaburzają współpracę różnych funkcji (pamięci, funkcji językowych, leteralizacji, percepcji wzrokowej, słuchowej, itp.). Generalnie chodzi o to, że bodźce odbierane są prawidłowo przez ucho bądź oko, jednak na linii oko-ręka coś sprawia, że nie mogą być odpowiednio przetworzone. 

➤ O trudnościach w uczeniu się możemy mówić w przypadku dzieci (a także dorosłych) w tak zwanej normie intelektualnej. 

➤Ponadto zanim zdecydujemy się na przebadanie dziecka pod kątem specyficznych trudności w uczeniu się, warto wykluczyć wady i zaburzenia fizjologiczne (np. wada wzroku w jednym oku może niekorzystnie wpływać na odczytywanie wyrazów czy zdań, wada słuchu może odbijać się na zrozumieniu treści, a wzmożone lub obniżone napięcie mięśniowe mogą wpływać na jakość pisma). 

➤ Trudności w uczeniu się diagnozuje się u dzieci, które potrafią czytać, pisać i przeliczać (problemy z czymś, czego dziecko się dopiero uczy są przecież czymś normalnym). W praktyce na ogół jest to czwarta lub piąta klasa szkoły podstawowej. Wcześniej poradnie psychologiczno-pedagogiczne nie formułują raczej takich opinii. Przyczyna jest bardzo prosta: tak jak na kursie nauki jazdy instruktor nie zabiera delikwenta na tor wyścigowy, tak od dziecka, które dopiero zaczyna przygodę z literkami, głoskami i liczbami trudno wymagać biegłości w tych dziedzinach. Normalne jest, że dziecko na początku przekręca głoski, pisze koślawo i połyka litery. Często zdarza się, że dzieci zapisują wyrazy tak, jak je słyszą i do pewnego etapu jest to normalne. Praktyka jednak czyni mistrza i z czasem takie kwiatki powinny zanikać. Zdarza się jednak (niestety i stety) coraz częściej, że do poradni trafiają już dzieci młodsze. W takim przypadku można zdiagnozować trudności w uczeniu się już na pierwszym etapie edukacji i najcześciej mówi się wówczas o zagrożeniu dysleksją.  

Jak toto rozpoznać?


Dysleksję i jej towarzystwo diagnozuje się w poradni psychologiczno-pedagogicznej. Najczęściej wygląda to tak, że nauczyciel zwraca uwagę rodziców na dany problem i oni mogą (bo nie muszą) udać się z tym do poradni (wszystkie wnioski, formularze i inne dokumenty dostępne są na miejscu). W większości poradni czas oczekiwania na badanie jest dość długi i trzeba odczekać swoje (taki mamy klimat). Co powinno sprawić, że zapali nam się czerwona lampka?

➤ Powtarzające się problemy z głoskowaniem (mylenie głosek dźwięcznych i bezdźwięcznych, np. b-p, g-k, d-t, itp.) i sylabizowaniem. 
➤ Niestaranne kolorowanie i rysowanie (które nie wynika z pośpiechu, presji czy niechęci)
➤ Niestaranne pismo (a raczej brak postępów w doskonaleniu sztuki pisania)
➤ Nieprawidłowy zapis liter i cyfr (lustrzane odbicie, zapisywanie wyrazów tak, jak je słyszymy, np. chlep, itp.)
➤ Problem z zadaniami testowymi typu: łączenie w pary, dobieranie zakończenia do podanego zdania, itp.

Odbicie lustrzane

Skąd toto się bierze?


Na pewno nie z lenistwa 😉 Polskie Towarzystwo Dyslektyczne i AAP wskazują dwie przyczyny:

➤ Pierwsza to oczywiście genetyka, na którą raczej wpływu nie mamy, bo genów nie oszukasz. Warto jednak pamiętać, że w przypadku, gdy któreś z rodziców borykało się z trudnościami w uczeniu się, szanse, że ich dziecko również będzie mieć takie trudności, rosną. 

➤ Uszkodzenia neurologiczne powstałe w ciąży - wadomo, że na pewne rzeczy nie mamy wpływu, ale ciąża to czas szczególny (nie choroba), więc warto zadbać o siebie i o maluszka. Czasem wystarczy z czegoś zrezygnować, czasem podjąć nowe działania 😉

➤ Uszkodzenia powstałe podczas porodu - często poród jest wolą nieba, a jego prawidłowość zależy od wielu czynników. Jeśli jednak ktoś zastanawia się nad cięciem cesarskim na życzenie, to warto tę decyzję dokładnie przeanalizować, ponieważ dzieci urodzone przez cc są bardziej zagrożone dysleksją niż te urodzone siłami natury.

➤ Zaniedbanie i pogłębianie nieprawidłowych nawyków - warto obserwować swoje dziecko i dbać o jego prawidłowy i zrównoważony rozwój motoryczny. Zapewniać mu (już w okresie niemowlęctwa) bodźce dostosowane do wieku i aktywnie spędzać czas (najlepiej wspólnie). Wszelkie zabawy manualne to zawsze dobra forma rozrywki 😊

Co dalej?


Dysleksja to nie wyrok. Mając opinię poradni psychologiczno-pedagogicznej o trudnościach w uczeniu się trzeba dokładnie zapoznać się z jej zaleceniami.

➤ Dobra opinia poradni jest jak diagnoza lekarska - pozwala zrozumieć przyczyny i pokazuje, jak osiągnać poprawę (w tym celu trzeba zapoznać się z zaleceniami dla rodziców i nauczycieli/ wychowawców)
➤ Opinia poradni to nie paszport Polsatu. Nie pomoże zdać do następnej klasy, czy dostawać lepsze oceny w szkole (z resztą, czy naprawdę o to nam chodzi?). Pamiętajcie, że sam papierek nie załatwia sprawy. Jeśli chcecie poprawić komfort życia swojego dziecka, warto zastosować się do zaleceń w nim zawartych.  W końcu na szkole świat dziecka się nie kończy.
➤ Respektowanie zaleceń opinii poradni psychologiczno-pedagogicznej to obowiązek zarówno dla nauczycieli jak i rodziców. Jeśli nauczyciel nie stosuje się do zaleceń, macie prawo tego od niego wymagać. Pamiętajcie również, że to samo tyczy się zaleceń dla rodziców 😉


Pamiętajcie!


➤ Dysleksja nie dyskwalifikuje. Jeśli dziecko ma stwierdzone trudności w uczeniu się, nie oznacza to, że dobre liceum, kursy czy studia nie są dla niego. Odpowiednio poprowadzone dziecko ma szansę odnaleźć się niemal w każdym zawodzie

➤ Dysleksja często idzie w parze lub jest mylona z innymi zaburzeniami (np. z zaburzeniami integracji sensorycznej, skrzyżowaną lateralizacją, nadwrażliwością, itp.)

➤ Jest akcja, musi być reakcja - już w następnym wpisie będzie o sposobach na wspieranie rozwoju motorycznego dzieci, co przydaje się jako profilaktyka trudności w uczeniu się 😊 Na tym blogu się nie użala, na tym blogu się działa 😉

Do poczytania:

niedziela, 5 lutego 2017

CO JA CI NA TO POWIEM?


Oto stoisz, Rodzicu, bezradny jak to dziecko we mgle z diagnozą choroby, o której do tej pory myślałeś, że jest przypadłością burżuazji, jak, nie przymierzając, migrena. Ten cały AZS, który do tej pory kojarzył Ci się z uniwersytecką reprezentacją siatkówki stał się nagle realnym zagrożeniem dla skóry Twojego dziecka. Pozwól zatem, że co nieco Ci na ten temat opowiem:

Po pierwsze - spytam Cię, kto postawił diagnozę? Jeśli siostra cioteczna brata szwagra żony stryja ze strony drugiego męża cioci Zyty, to sorry, ale o ile nie jest ona dermatologiem czy alergologiem dziecięcym, albo chociaż pediatrą, to najprawdopodobniej popatrzę z politowaniem i zaproponuję wizytę u specjalisty.

Jeśli lekarz, to dobrze. Spytam jaki? Jeśli pediatra, zalecę wizytę u alergologa lub dermatologa, a najlepiej u jednego i drugiego. Nie zrozum mnie źle, z pewnością wybrałeś i wybrałaś doskonałego specjalistę, ale pediatra nie musi się znać na wszystkich schorzeniach. Podobnie jak w przypadku problemów z serduszkiem idziemy do kardiologa, tak w przypadku problemów skórnych warto skonsultować się z dermatologiem. Alergolog może okazać się nie mniej potrzebny, bo AZS często występuje wespół w zespół z alergią, ot co. Poza tym mam niejasne wrażenie, że pediatrzy nierzadko miewają swoje ulubione choroby, na które leczą niemal wszystkie dzieci. Czasem będzie to skaza białkowa, czasem rumień, czasem AZS. 

Po drugie - poszukaj specjalisty. Dobrego pediatry, alergologa czy dermatologa, którzy się na tym znają. Są szanse, że po drugim roku życia AZS znacznie złagodnieje albo całkowicie się wyciszy, mimo wszystko dwa lata, to szmat czasu i opieka specjalisty będzie Ci potrzebna. Dodatkowo, jeśli w związku z AZS któryś z lekarzy zaleci odstawienie dziecka od piersi i przejście na mleko modyfikowane, doradzę zmianę lekarza, albo przynajmniej grubą weryfikację jego zaleceń. Atopowe zapalenie skóry nie jest przeciwwskazaniem do karmienia piersią, a mleko modyfikowane nie jest lekiem, który pomoże uleczyć to schorzenie. Mało tego! Jeśli diagnoza jest potwierdzona każdy przytomny lekarz zaleci jak najdłuższe karmienie dziecka mlekiem mamy.

Po trzecie: Jeśli zacząłeś już szukać fundacji, pod skrzydłami której będziesz zbierać od ludzi jeden procent ich podatku, przestań. Atopowe zapalenie skóry owszem, jest wredne, oka nie cieszy, bardzo wkurza (zwłaszcza gdy swędzi) i wymaga wielu wyrzeczeń, ale, na litość, to naprawdę nie jest najgorsze, co może spotkać Ciebie i Twoją rodzinę. W krajach rozwiniętych nawet co piąte dziecko cierpi na AZS Zatem ogarnij się, przestań rozpaczać i zacznij działać!

Po czwarte - zmień nawyki. Jeśli jesteś matką karmiącą piersią, być może będziesz musiała zmienić swoją dietę (AZS często idzie w parze z alergią pokarmową np. na białko mleka krowiego, jaja, miód, orzechy, niektóre owoce czy warzywa). Jeśli jesteś ojcem, być może będziesz musiał wesprzeć matkę karmiącą w jej nowej diecie, co będzie oznaczało jedzenie tofucznicy, picie kawki z mlekiem sojowym albo poranne dojenie migdałów 😉. Warto również zadbać o małe (i przy okazji swoje) jelitka poprzez zmianę diety czy suplementację witamin czy probiotyków.
Jeśli do tej pory nie stosowałaś/ nie stosowałeś emolientów (bo w sumie i po co?), to niestety teraz trzeba będzie. A po co? Ano po to, że skóra atopowa ma gigantyczne tendencje do wysuszania się, co prowadzi do jej podrażnienia czy uszkodzenia, w uszkodzenia wdają się np. bakterie, a to z kolei powoduje zapalenie. Dlatego trzeba ją nie tylko nawilżać, ale również zapewnić jej ochronę przed wysuszeniem, co też właśnie czynią emolienty. Ale! Kosmetyk kosmetykowi nierówny i emolienty akurat nie odbiegają tutaj od tej reguły. Niestety, to że jakieś kosmetyki są drogie, ładne, popularne, namiętnie reklamowane czy (o zgrozo!) polecane przez lekarzy, nie znaczy, że są dobre dla atopików. O tym, jakich substancji trzeba unikać napisałam TUTAJ. Popularne kosmetyki można też zastąpić czymś naturalnym (o tym napisałam TUTAJ). Pamiętaj jednak, że to, co sprawdziło się u jednego atopika, nie koniecznie musi zadziałać u innego.
Najprawdopodobniej trzeba też będzie zmienić nieco styl życia. Czasem wyrzucić dywany, czasem pożegnać marzenia o zwierzakach, w ekstremalnych przypadkach zmienić lokum. Z pewnością trzeba będzie zmienić płyn do prania i zrezygnować z płynu zmiękczającego tkaniny. Trochę więcej czasu zajmie Ci wybieranie ubranek (syntetyki czy wełna mogą podrażniać skórę) czy rozszerzanie diety.

Po piąte - wszystko będzie dobrze 😊 Atopowe zapalenie skóry nie wpływa na rozwój maluszków. Mało tego, systematyczną pracą, odpowiednią dietą i zabezpieczeniem małych jelitek można je naprawdę nieźle okiełznać bez ofiar 😉. Do tego zawsze masz mnie, mamę atopika, która przechodzi przez to samo (albo chociaż podobne) i nie będzie przewracać oczami czy wzdychać, że to fanaberie nowoczesnego świata.

Pozdrawiam!

środa, 25 stycznia 2017

LIEBSTER, DAS BIN ICH!


Szok i niedowierzanie! Oto doczekałam się pierwszej w moim życiu nagrody literackiej (a nie oszukujmy się, długo czekać nie musiałam 😉). Z całego serca dziękuję Mama Na Starcie za nominację. Dziękuję również akademii i moim rodzicom, bez których by mnie tu nie było 😉 

Tym, którzy nie wiedzą o co kaman, spieszę donieść, iż zostałam uhonorowana nominacją do Liebster Blog Award 😃, czyli zabawy, która powstała z myślą o mniej popularnych lub początkujących blogerach, a której zasady są proste i składają się z dwóch części. Pierwsza to otrzymanie nominacji od jednego z blogerów i odpowiedź na 11 przygotowanych przez niego pytań, część druga to nominowanie kolejnych 11 blogów i wymyślenie 11 pytań do ich autorów.

Oto 11 pytań do mnie:

1. Skąd wziął się pomysł na Twojego bloga?
Szukałam odpowiedzi na nurtujące mnie pytania w związku z atopowym zapaleniem skóry mojego synka. Kiedy wertowałam różne strony i fora internetowe, siostra zaproponowała mi, żebym stworzyła miejsce, w którym będę zamieszczać wyniki swoich przemyśleń i doświadczenia związane ze współpracą z niełatwym klientem, jakim jest AZS 😉

2. Jaka jest pierwsza rzecz, którą robisz po przebudzeniu?
Odsłaniam rolety/ karmię dziecię/ sprawdzam telefon 🙈 (kombinacja zależna od sytuacji 😉)

3. Jeśli nie w Polsce, to w jakim kraju chciałabyś/chaciałbyś mieszkać?
Niemcy! - Ordnung muss sein! A jako niemiecki emeryt mogłabym podróżować po świecie 💕 

4. Gdzie byłaś/byłeś najwyżej?
W samolocie, zdaje się że jakieś 11 km nad ziemią 😉

5. Wieś czy miasto? I dlaczego?
Miasto. Mimo trójki z przodu wciąż jeszcze jestem na tym etapie życia, kiedy chronicznie mi czegoś w domu brakuje. Wówczas nieoceniony jest sklep za rogiem 😉 Jednak możliwe, że kiedy w końcu się ustatkuję i ogarnę, zamarzę o wsi sielskiej anielskiej 😌

6. Co chciałabyś/chciałbyś w najbliższym czasie zmienić w swoim życiu?
Chciałabym zmienić wannę na prysznic 😉 Miło by było zamienić również niepotrzebne wydatki na oszczędności i za część z nich kupić odrobinę asertywności 😊

7. Jaki post planujesz już od dawna opublikować, ale nie możesz się do tego zabrać?
Dieta atopika - temat-rzeka 😉

8. Ulubione miejsce w Twoim domu?
Sypialnia 😊

9. Czy Twoja rodzina i przyjaciele wiedzą, że prowadzisz bloga?
Wiedzą, przed nimi nic się nie ukryje 😉

10. Co daje Ci największą motywację do pisania, a co Cię blokuje?
Motywacją są pomysły, a te biorą się z życia. Jednak największy power biorę z serduszek, podniesionych kciuków i (to chyba najważniejsze) z komentarzy 😊 Najgorszy zaś jest niedoczas i ciągły pośpiech 😖 

11. Co robisz na co dzień oprócz blogowania?
Jestem żoną, mamą, pańcią dwóch królowych i nauczycielką, znaną również jako Pani od angielskiego albo Pani hello 😉






Czas teraz na część drugą, czyli moje nominacje i 11 pytań dla nominowanych:

Do dalszej zabawy nominuję blogi:

















A oto pytania dla Was:


1. Gdybyś była Indianką, jakie nosiłabyś imię?

2. Jaka piosenka mogłaby budzić Cie codziennie rano?

3. Jeśli powstałby film o Tobie, kto zagrałby w nim główną rolę?

4. Twój ulubiony kosmetyk to ...?

5. Jaką życiową mądrość chciałabyś przekazać swojemu dziecku?

6. Z którym z popularnych blogerów chciałabyś się spotkać na kawę?

7. Słowo, którego nadużywasz to...?

8. Gdybyś mogła na jeden dzień posiąść supermoc, byłoby to...?

9. Dlaczego prowadzisz bloga?

10. Z którym z książkowych/ filmowych/ serialowych bohaterów mógłbyś się zakumplować?

11. Nie wyobrażasz sobie życia bez...?






Życzę Wam miłej zabawy i czekam na odpowiedzi! Podlinkujcie je w komentarzach 😉 Nie zapomnijcie też o kolejnych nominacjach i swoich pytaniach dla nominowanych! 😊

piątek, 20 stycznia 2017

ZEPSULIŚMY DZIECKO


Patrzysz na to swoje dziecko i zastanawiasz się, w którym miejscu popełniliście błąd? Czasem nawet nie musisz się zastanawiać, bo ktoś werbalizuje te myśli za Ciebie, na przykład Twój kochający Małżonek, zdobywca nagrody Ojciec Roku, certyfikowany samiec rozpłodowy i posiadacz kubka z napisem Super Tata. Czasem może to być kochana mamusia, laureatka tytułu Matki nad matkami. Rodzicielka najlepszych okazów, jakie nosi ten świat. Matka geniuszy, które w wieku zaledwie pięciu miesięcy pochłaniały ze smakiem kotleta schabowego, rozwiązując sudoku i samodzielnie się przewijając jednocześnie. Na szczęście dla mnie ani Kolega Małżonek ani Szanowna Teściowa nawet nie pomyśleli, żeby uderzyć w tą mańkę. Zrobiła to nasza pani doktor, znana również jako pediatra. 

No bo jak to tak, że dziecko w wieku Dzika nie siada, nie siedzi, nie chodzi, nie macha łapką na pożegnanie i nie pokazuje, gdzie jest kotek w książeczce o zagubionym kotku??? 😓 I już do nas frunie skierowanie do poradni rehabilitacyjnej sztuk jeden i komplecik najpotrzebniejszych badań.

Więc stoję tak i patrzę na to swoje dziecię i myślę, gdzież tu popełniliśmy błąd...? I od razu pojawia się mnóstwo pomysłów: że noszenie (w sensie, że na rękach i że przodem do siebie i do świata i pewnie źle w chuście też), że bujaczek-leżaczek aka Zło Wcielone Najgosze, ale jak bez niego przetrwać i bez uszczerbku na zdrowiu psychicznym pozostać? W końcu to dzięki niemu można spokojnie i bez stresu o dziecko umyć uszy, zęby i futerko, ugotować obiad, czy kawę zaparzyć. W końcu, że na boku kładziony od małego... i cóż z tego, że tak łatwo mu było zasnąć? I jeszcze większe cóż, że na zmianę na tym boku, teraz mamy za swoje. Że za mało na brzuszku, to z pewnością! Trzeba było nauczyć spać na brzuszku! A nie, sorry na brzuszku nie, bo to grozi śmiercią łóżeczkową! Ale na pewno więcej trzeba było na brzuszku kłaść! Że nie-BLW karmiony, tylko, o zgrozo!, łyżeczką! I... (nowoczesne matki możecie zamknąć oczy) paćką! I tyle czasu w podróżach, w tym foteliku ciągle... Jak żyć?! Zepsuliśmy dziecko, jak nic...

Prawdopodobnie popełniliśmy jakieś błędy. Coś zrobiliśmy, a czegoś nie. Więc raczej z pewnością popełniliśmy błędy, ale któż ich nie popełnia? Kontrola u lekarza na chwilę wywołała u mnie chęć do samobiczowania, na szczęście jakiś skrzat, który stoi w mojej głowie na straży zdrowia psychicznego, od razu udał się w czeluście pamięci i przywołał słowa Gill Rapley, które wyczytałam kiedyś u Hafiji, a które mówą o tym, że takie umartwianie nie przynosi wiele korzyści, bowiem każdy z nas jest najlepszym rodzicem, jakim w danym momencie może być. W końcu celowo nie psujemy naszych dzieci 😉 A jeśli już zdamy sobie sprawę z popełnionych błędów (o ile ich sobie nie wkręcamy) możemy spróbować je naprawić 😊